Nie majstrować przy podatkach
Ponownie wróciły próby majstrowania przy podatkach. Tym razem zarówno ze strony resortu finansów, jak i ze strony parlamentu. W ubiegłym tygodniu media doniosły o koncepcji, która miała pojawić się w MF, aby zlikwidować jednorazową zapomogę z tytułu urodzenia dziecka, czyli tzw. becikowe, a także radykalnie zmienić system ulg podatkowych na dziecko, zastępując obecnie obowiązującą zasadę, zgodnie z którą ulga przysługuje na każde dziecko, regułą, że ulga przysługuje dopiero na trzecie i następne dziecko.
@RY1@i02/2010/183/i02.2010.183.086.002a.001.jpg@RY2@
dr Janusz Fiszer, partner w Kancelarii Prawnej White & Case i docent UW
Uzasadnieniem takiej zmiany ma być teza, że obecny system nie spowodował istotnego wzrostu urodzeń, a więc że spodziewany efekt prokreacyjny nie nastąpił. Jednocześnie pojawiła się informacja, że Senat pracuje nad projektem ustawy wprowadzającej podwyżkę obciążeń podatkiem dochodowym od osób fizycznych tych, którzy osiągnęli określony wiek, a nie posiadają dzieci, czyli de facto nad przywróceniem konstrukcji istniejącej w uchylonym już 18 lat temu podatku od wynagrodzeń, pobieranym na podstawie dekretu z 1949 r., a potocznie znanym jako tzw. bykowe.
Wszystkie te pomysły świadczą o istnieniu dwóch istotnych zagadnień. Po pierwsze - znanej już i nie nowej potrzebie ograniczenia wydatków budżetowych. Po drugie - kwestii załamania demograficznego, które jest coraz bardziej widoczne. Wydaje się jednak, że recepty na wspomniane dwa problemy nie zostały prawidłowo określone. Źródłem niepowodzenia ulgi podatkowej na dziecko jest to, że była ona niewielka, a ponadto zaadresowana jedynie do podatników podatku dochodowego od osób fizycznych. Jak już wielokrotnie podkreślałem w swoich tekstach publikowanych w tej rubryce, konstrukcja ta obarczona jest grzechem pierworodnym, a mianowicie podatnik może ze wspomnianej ulgi skorzystać tylko wtedy, kiedy uzyskuje dochód, i to dochód podlegający podatkowi dochodowemu od osób fizycznych. Tym samym więc, poza zakresem prokreacyjnego oddziaływania tej ulgi znalazły się liczne grupy społeczne, w tym szczególnie rodziny utrzymujące się z pracy w rolnictwie, gdzie obowiązuje podatek rolny. Zamiast ulgi w podatku dochodowym, bardziej skuteczny byłby rodzaj zasiłku rodzinnego, wypłacanego każdej rodzinie posiadającej dzieci, niezależnie od jej sytuacji podatkowej - rosnący progresywnie wraz z liczbą dzieci w rodzinie. Kwestią do dyskusji jest oczywiście to, czy takie świadczenie powinno przysługiwać już na jedno dziecko, na dwoje czy też dopiero na troje. Wydaje się jednak, że w obecnej sytuacji demograficznej i wobec trwałej zmiany modelu rodziny, na wsparcie ze strony państwa powinny móc liczyć także rodziny z jednym lub dwojgiem dzieci.
Zupełnym absurdem jest pomysł powrotu do wspomnianego tzw. bykowego. Pomijając już fakt, że była to konstrukcja ze słusznie minionego okresu, wprowadzona dla odbudowy struktury społeczeństwa po ogromnych stratach wojennych, to jest ona oparta na filozofii bodźcowania negatywnego - wyższy podatek jako kara za nieposiadanie potomstwa. W dzisiejszej rzeczywistości społecznej jest to droga donikąd - kolejny przejaw myślenia życzeniowego i próby rozwiązywania problemu społecznego za pomocą - zupełnie nienadającego się do tego celu - instrumentu podatkowego.
Tylko system bodźcowania pozytywnego - zasiłki, urlopy, lepsza opieka medyczna dla matki i dziecka, system tanich żłobków i przedszkoli - a nie kolejne majstrowanie przy podatkach - mogą przynieść pożądany efekt demograficzny.
em
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu