A więc znów te podatki...
Jak już powszechnie wiadomo, na posiedzeniu rządu 3 sierpnia przyjęto tzw. wieloletni plan finansowy, którego głównym elementem jest mająca nastąpić od stycznia 2011 r. istotna zmiana stawek podatku od towarów i usług (VAT).
partner w Kancelarii Prawnej White & Case i docent UW
@RY1@i02/2010/163/i02.2010.163.086.002a.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
dr Janusz Fiszer, partner w Kancelarii Prawnej White & Case i docent UW
Stawka VAT na nieprzetworzoną żywność ma wzrosnąć z 3 do 5 proc., a na nisko przetworzoną żywność ma zostać obniżona z 7 do 5 proc. Z kolei stawka preferencyjna, obecnie wynosząca 7 proc. i obejmująca m.in. leki, materiały budowlane i mieszkania, ma wzrosnąć do 8 proc., a stawka podstawowa - z obecnych 22 do 23 proc. Ta decyzja - z oczywistych powodów - wywołała wiele komentarzy i ocen, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Ocenie czytelników należy pozostawić tę decyzję, ale warto wspomnieć, że nie powinna ona być i chyba nie była zaskoczeniem dla uważnych specjalistów, od dawna analizujących sytuację podatkową w Polsce. Wszelkie inne decyzje, nawet teoretycznie bardziej wydajne fiskalnie, nie przyniosłyby spodziewanych efektów w krótkiej perspektywie, a na ich skutki należałoby czekać nawet kilka lat. Z kolei głosy o potrzebie powrotu do 3 przedziałów skali podatkowej w podatku dochodowym od osób fizycznych i do najwyższej stawki w wysokości 40 proc. są prawie czystą demagogią. Przekonanie, że można trwale zapełnić państwową kasę, dodatkowo obciążając tzw. najbogatszych, jest złudzeniem, gdyż to działanie objęłoby relatywnie nieliczny odsetek podatników, po pewnym czasie znaleźliby oni sposoby na istotne zmniejszenie podstawy opodatkowania, a tym samym i na obciążenia podatkowe, a ponadto byłby to fatalny sygnał dla wszystkich podatników i inwestorów, świadczący o niebezpiecznej nieprzewidywalności polskiego rządu i polskiego ustawodawcy, który sprawiałby wrażenie dziecka zagubionego we mgle, raz podwyższając, a potem znów obniżając podatki, aby je po krótkim czasie ponownie podwyższyć.
Tym samym więc podwyższenie podstawowej stawki podatku od towarów i usług okazało się najbardziej racjonalnym i najszybszym, nawet jeżeli nie najbardziej wydajnym, źródłem dodatkowych wpływów budżetu państwa.
Nie bez satysfakcji pozwolę sobie zacytować swoje stwierdzenie opublikowane w tej rubryce 15 czerwca 2009 r., a więc prawie 14 miesięcy przed wspomnianą rządową decyzją, pod tytułem: "Globalne spowolnienie gospodarcze a jego wpływ na polski system podatkowy". A oto cytat: "Należy pamiętać, że niskie podatki najlepiej ze wszystkich instrumentów stymulują rozwój gospodarczy i tak obecnie pożądane inwestycje. Zdecydowanie lepiej byłoby więc ograniczyć wydatki publiczne, a nie podwyższać podatki. Jeżeli jednak taka podwyżka obciążeń podatkowych musiałaby nastąpić, to wydaje się, że najmniej kontrowersyjny byłby powrót do poprzedniej wysokości składki na ubezpieczenie rentowe, która została uprzednio dwuetapowo obniżona. Bardzo zły sygnał dałaby natomiast podwyżka stawek podatku dochodowego od osób fizycznych, w tym np. ponowne przywrócenie trzeciej stawki w tym podatku, zniesionej od 1 stycznia bieżącego roku - decyzją podjętą 3 lata temu, w warunkach wysokiej koniunktury gospodarczej. Alternatywnym rozwiązaniem byłoby podwyższenie podstawowej stawki podatku od towarów i usług np. o 1 punkt procentowy, czyli z 22 proc. do 23 proc., i ewentualne podwyższenie stawki obniżonej z 7 proc. do 8 - 9 proc.".
A więc znów te podatki... I znów wyszło na moje...
em
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu