Miliarderzy rozdają podarunki
Paul Allen, który w 1975 roku założył z Billem Gatesem Microsoft, ogłosił, że przekaże połowę ze swojej wynoszącej 13,5 miliarda dolarów fortuny na cele charytatywne.
Niedawno Gates i inwestor Warren Buffett wezwali światowych miliarderów do "Złożenia zobowiązania" - obietnicy, że przekażą połowę swojego majątku na cele dobroczynne. Wywołana w ten sposób fala dobroczynności jest bezprecedensowa. Większości czytelników magazynu "Fortune", w którym ukazała się deklaracja "Złóż zobowiązanie", spodobała się ta idea. Jednak najbardziej uderzającą rzeczą w setkach listów opublikowanych na stronie internetowej magazynu było natężenie gniewu w wielu z nich. "Rozumiem, pan Bill Gates przekaże wszystkie swoje pieniądze do Indii" - głosił typowy negatywny komentarz - "skoro był tak dobry i przetransferował wszystkie miejsca pracy amerykańskich analityków systemów komputerowych i programistów do Indii". Gatesowie i Buffett mogli źle odczytać społeczne nastroje.
Amerykanie są niezwykle wyczuleni na zamianę pieniędzy na wpływy polityczne. Korporacyjni lobbyści są kluczowi dla dobrego funkcjonowania każdej współczesnej demokracji, a jednak w zbiorowej wyobraźni funkcjonują jako wyjątkowi łajdacy. W styczniu sąd najwyższy zniósł limity dotyczące finansowania przez korporacje kampanii wyborczych. Decyzja ta była słuszna na gruncie wolności słowa, ale podzieliła opinię publiczną. Jeżeli jest coś złego w biznesmenach prowadzących kampanię za własne pieniądze, to tym bardziej niepokojący powinni być biznesmeni, którzy rządzą za pośrednictwem swoich pieniędzy. A właśnie tym jest w przeważającej większości dzisiejsza działalność dobroczynna. Bardzo niewielu miliarderów oddaje swoje pieniądze, w tym sensie że rezygnują z kontroli nad nimi. Przeznaczają je, za pośrednictwem zwolnionych z podatków fundacji, na cele, które sami wybierają, co może mieć negatywny wpływ na demokrację.
Prywatny majątek może spowodować, że władze nie będą chciały wprowadzać regulacji czy ustaw niekorzystnych dla ofiarodawcy.
"Złóż zobowiązanie" stawia miliarderów, do których jest skierowane, na śliskiej ścieżce. Jeżeli nie jest to czysta retoryka, oznacza konieczność przyznania, że jest coś nie w porządku w zachowywaniu większości swojego majątku. Polityczne elementy są przy tym ważniejsze niż ekonomiczne. Gdyby każdy z 400 najbogatszych ludzi na świecie z listy "Forbesa" zadeklarował oddanie połowy swojej fortuny, dałoby się zebrać 600 miliardów dolarów. Do niedawna wyborcom nie przyszłoby do głowy sięgać po ten majątek za pomocą podatków. Zmieniły się jednak dwie rzeczy. Po pierwsze, amerykańscy podatnicy zaoferowali - bez swojej woli, poprzez programy ratunkowe i plany stymulacyjne - znacznie więcej niż 600 miliardów dolarów na chronienie gospodarki, która wyrządziła im tyle szkód, a miliarderom przyniosła tyle korzyści. Kiedy korporacyjna kura przestaje znosić złote jaja, polityczny argument za zostawieniem jej majątku w spokoju znacząco słabnie. Dostarczając nowy punkt odniesienia w kwestii tego, ile można żądać od bogatych, "Złóż zobowiązanie" osłabia go jeszcze bardziej.
tłum. tk
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Christopher Caldwell
publicysta "Financial Timesa"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu