Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Populista nawrócony

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Nawet zatwardziały socjalista zmienia się zderzając się z bolesną rzeczywistością. Po zetknięciu z władzą albo z kryzysem w końcu staje się rozsądny

Kolejni lewicowi populiści odchodzą od kosztownych pomysłów socjalnych, czasem pod przymusem, czasem dobrowolnie. Zaczął prezydent Brazylii Lula da Silva. Zaś teraz, krzywiąc się, premier Hiszpanii Jose Luis Rodriguez Zapatero przeprowadza reformy. Czekamy na następnych i życzymy powodzenia.

Kryzys ekonomiczny to woda na młyn dla wrogów kapitalizmu lub choćby tylko liberalizmu w gospodarce. Dla związków zawodowych i skrajnej lewicy to dowód ich bankructwa. Odpowiedzią powinno być zwiększenie wydatków socjalnych związanych z rosnącym bezrobociem i aktywne pobudzanie gospodarki drukowanymi pieniędzmi.

Dlatego niemiła niespodzianka spotkała lewicę z ręki jej byłego już dziś ulubieńca, Jose Luisa Rodrigueza Zapatero, premiera Hiszpanii. W poprzednich latach zasłynął wydatkowym rozpasaniem, związanym ze wzrostem płac w sektorze publicznym o połowę i licznymi przywilejami socjalnymi. Tyle że pieniądze się skończyły. Przez dwa lata Zapatero ignorował kryzys, zwiększając zasiłki dla bezrobotnych i obiecując, że płace sfery budżetowej nie ucierpią. W efekcie z kilkuprocentowej nadwyżki budżetowej w 2007 r. Hiszpania doszła do deficytu w wysokości 11 proc. w ubiegłym roku.

Prezydent Barack Obama dzwonił do Zapatero, by mu wytłumaczyć konieczność cięć budżetowych, by Hiszpania uniknęła losu Grecji. I pod naciskiem USA i Unii Europejskiej zaczął w końcu oszczędzać. Obniżył pensje w sektorze publicznym o 5 proc., zamroził renty i emerytury w przyszłym roku, zlikwidował becikowe i obciął inwestycje w sektorze publicznym. Uelastycznił prawo pracy, zmniejszając odszkodowania za zwolnienie z pracy i upraszczając zasady zawierania umów.

Związkowcy zatrzęśli się z oburzenia, uznając to za zdradę interesów klasy pracującej. Dla nich ukochany lider zrzucił maskę. Przez Hiszpanię przetoczyła się fala strajków i demonstracji. Zapatero pozostał nieugięty. Jego przykład pokazuje, że nawet zatwardziały socjalista musi się nawrócić po bolesnym zderzeniu z rzeczywistością. I choćby zarzekał się, że to tylko chwilowo (zgodnie z leninowską zasadą: krok do tyłu, dwa kroki do przodu), przyciśnięty okolicznościami liberalizuje gospodarkę i ogranicza państwo socjalne.

Z uwielbieniem dla Zapatero nie krył się nigdy faktyczny zwycięzca I tury wyborów prezydenckich w Polsce Grzegorz Napieralski. Kiedy słyszę kosztowne pomysły lewicy, jak podniesienie pensji minimalnej czy emerytur do połowy średniego krajowego wynagrodzenia, zastanawiam się, czy po wejściu do rządu nadal by się przy nich upierał. Nie jestem tego wcale pewien. W 2005 r. Andrzej Lepper zszokował wszystkich, oznajmiając, że prywatyzacja jest dobra i wszystko należałoby sprzedać poza kilkoma strategicznymi firmami. A Balcerowicz powinien pozostać, bo na jego miejscu każdy ekonomista robiłby to samo. Cóż, tylko krowa nie zmienia poglądów.

Podobnie było z prezydentem Brazylii Luizem Inacio Lulą da Silvą. Gdy ten charyzmatyczny związkowiec doszedł do władzy pod hasłami socjalnymi, bogaci Brazylijczycy zaczynali pakować walizki. Lula ich zaskoczył: zerwał z etatyzmem, mianował konserwatywnego bankiera szefem banku centralnego i zaczął ograniczać wydatki socjalne. Prowadził ostrożną politykę budżetową. Reformy zainicjował zresztą poprzedni prezydent Fernando Cardozo, który w młodości był lewicowym intelektualistą.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. W I kwartale Brazylia rozwijała się w tempie 9 proc. w skali roku. Lula ma 76-proc. poparcie w kraju, gdyby ubiegał się o kolejną kadencję, wygrałby w cuglach. Zdobył też mir na arenie międzynarodowej. Na jednym ze szczytów G20 Obama wybuchnął: - Uwielbiam cię, człowieku. Jesteś najbardziej popularnym politykiem.

Nie ma gwarancji, że populista po przejęciu władzy czy zetknięciu się z kryzysem zrozsądnieje. W Ameryce Południowej mieszka nie tylko Lula da Silva, ale też niereformowalny Hugo Chavez. Może więc lepiej zbyt pochopnie nie dawać kredytu zaufania.

Paweł Rożyński

pawel.rozynski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.