Słabe euro to nie lek na kryzys
Słabe euro wyciągnie Europę z kryzysu - wieszczą często ekonomiści. I pomoże złagodzić złe skutki zbliżających się cięć wydatków - dodają. Problem w tym, że mają rację tylko częściowo.
Spadek wartości wspólnej waluty do poziomu 1,20 dolara to i owszem, błogosławieństwo, ale dla najsilniejszych gospodarek nastawionych na eksport, jak Niemcy czy Francja. Takim krajom jak Grecja czy Portugalia niewiele to pomoże. Cóż, biednemu wiatr w oczy. Przygniecione długami dalej będą wegetować na peryferiach, a Grecja może nawet za jakiś czas ogłosić niewypłacalność.
Coraz wyraźniejszy staje się podział na nieźle radzącą sobie Północ i kulejące Południe. Na szczęście Polska zalicza się do tej pierwszej grupy, a teraz będzie jeszcze mogła wykorzystać poprawiającą się koniunkturę u największych partnerów handlowych - tylko do Niemiec trafia jedna czwarta naszego eksportu.
Ale nie cieszmy się zbytnio. Osłabienie waluty to dla eksportowych lokomotyw lek, który zwykle nie działa zbyt długo i ma wiele skutków ubocznych. Poza tym sytuacja zawsze może się odwrócić, jeśli w kłopoty znów wpadnie zadłużona Ameryka. Wtedy to dolar osłabnie, a euro zacznie się umacniać.
@RY1@i02/2010/125/i02.2010.125.000.002e.001.jpg@RY2@
Paweł Rożyński
Paweł Rożyński
pawel.rozynski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu