Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska pokazała, że mimo tragedii państwo może sprawnie działać

Rośnie rola Warszawy jako europejskiego gracza

Nie tylko z powodu ogromu tej niespodziewanej straty, lecz przede wszystkim dlatego, że Polska jest jednym z najważniejszych graczy na arenie europejskiej, a jej losy są splecione z losami całego kontynentu. A że Polska jest poważnym, odpowiedzialnym partnerem, po tragedii w Smoleńsku widać jeszcze wyraźniej. Nawet jeśli decyzja o miejscu pochówku Lecha Kaczyńskiego wzbudziła dyskusje, świat zauważył i docenił dojrzałą, pełną godności postawę Polaków w obliczu tragedii, która ich dotknęła. Chociaż mogłoby się wydawać, że kraj po raz kolejny stał się bożym igrzyskiem, a naród raz jeszcze został ciężko doświadczony przez los, w tej trudnej sytuacji Polska udowodniła, że mimo nagłej śmierci głowy państwa i szefów kluczowych instytucji państwo może sprawnie funkcjonować.

Trudno znaleźć przykład wydarzenia, które miałoby równie duży wymiar symboliczny jak tragedia w Smoleńsku. Rzadko widzimy tłumy zbierające się, by opłakiwać polityków. Taką oprawę miały pogrzeby wielkich mężów stanu, jak generał de Gaulle czy Winston Churchill. W taki sposób świat zareagował na zabójstwo Icchaka Rabina zamordowanego w 1995 roku przez żydowskiego nacjonalistę - jego odejście uświadomiło nam, jak niezwykłą był postacią.

Nieoczekiwane odejście pary prezydenckiej oraz wielu czołowych polityków, wysokich rangą wojskowych i duchownych budzi olbrzymie współczucie dla kraju i narodu. Jednak udział w uroczystościach pogrzebowych na Wawelu europejskich i światowych przywódców to nie tylko uprzejmy gest. Śmierć prezydenta Kaczyńskiego uświadomiła światu, że Polska jest liczącym się krajem, a uroczystości pogrzebowe, oprócz złożenia hołdu zmarłym, mogą być również okazją spotkania polskich i europejskich przywódców.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy stało się jasne, że w Europie zmienia się układ sił. Europa Wschodnia jest coraz bardziej pewna siebie, jednocześnie kraje Południa tracą dotychczasową pozycję. Siła polskiej gospodarki wydaje się jeszcze większa, gdy porówna się ją z opłakanym stanem gospodarki Grecji, problemami Portugalii czy Hiszpanii. Polska jest obecnie jednym z czterech - obok Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii - najsilniejszych krajów Unii Europejskiej.

Dlatego również ciepłe gesty ze strony przywódców Rosji oceniałbym nie tylko przez pryzmat zachowywania dobrosąsiedzkich stosunków, które przecież w ostatnich latach nie należały do wzorcowych. Czy to początek pojednania narodów? Czy Katyń 2010 roku pozwoli uporać się z katastrofalnym wpływem, jakie na polsko-rosyjskie relacje miał Katyń roku 1940? Skoro film Andrzeja Wajdy został pokazany w publicznej telewizji rosyjskiej, to znaczy, że jednak mamy do czynienia z inną Rosją niż ten bojący się konfrontacji z własną przeszłością kraj, jaki dotąd znaliśmy.

Moskwa wydaje się mniej obawiać, że jeśli otworzy się na prawdę historyczną, zaprzeczy swojej wielkości. Zresztą bezpieczna i pewna siebie Polska musi współpracować z bezpieczną i pewną siebie Rosją. Na tym polegać będzie sukces we wzajemnych relacjach.

Mimo podniosłego nastroju, jaki panuje teraz w kraju, polityka powróci do Polski. I to od Polaków zależy, czy będą w stanie wyciągnąć z tragicznych zdarzeń w Smoleńsku lekcję dla siebie. Bo jak nigdy dotąd polityczne wybory Polaków wzbudzać będą olbrzymie zainteresowanie Europy i świata.

Dominique Moisi

politolog

Autor jest politologiem, wicedyrektorem Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (IFRI)

Tragedia ułatwi odkłamanie przyszłości

Przełom w relacjach polsko-rosyjskich to również nadzieja na poprawę stosunków między Rosją a byłymi republikami sowieckimi.

Mam nadzieję, że w Rosji coś się ruszyło, choćby tak trudna dla ideologicznych przywódców sprawa, jak zbrodnie przeszłości, których za żadną cenę nie chciano uznawać. Teraz nie ma już wyjścia, nie ma odwrotu. Po tym wielkim zrywie sympatii zwykłych rosyjskich obywateli nie uda się przywódcom powrócić do polityki zakłamywania przeszłości. Od kiedy odpowiedzialny za zbrodnię katyńską został nazwany, Rosja otwiera dla siebie drogę do współpracy z poróżnionymi z nią sąsiadami.

Mam nadzieję, że dziedzictwem Lecha Kaczyńskiego będzie nie tylko wyjaśnienie historycznych zaszłości między Rosją a Polską, ale również zmiana stosunku do przeszłości w przypadku innych krajów, które wyzwoliły się z sowieckiej strefy wpływów. Tym bardziej że w przypadku Litwy są to problemy bardzo świeże - nie chodzi jedynie o drugą wojnę światową, lecz również o masakrę w Wilnie w 1991 roku. Jak dotąd kroki poczynione przez sejm litewski w tym roku były wyszydzane w Moskwie. Teraz na szyderstwo rosyjskie władze nie będą sobie mogły pozwolić. Znamienne, że właśnie o odkłamywaniu historii miał w Katyniu mówić prezydent Kaczyński. Gdyby teraz Rosjanie usłyszeli słowa o niezbędności odrzucenia kłamstwa, byłyby one zupełnie inaczej odebrane.

Oczywiście, oprócz zatargów historycznych jest między Rosją a jej sąsiadami wiele problemów doraźnych, ale sądzę, że teraz ich rozwiązywanie będzie łatwiejsze. Gdyby nie ten cień historii, problemów nie byłoby tak wiele. W rozmowach między Warszawą a Wilnem powraca na przykład raz po raz problem pisowni polskich nazwisk na Litwie. Ale wyciąganie tego problemu przy okazji propozycji nadania jednej z ulic w Wilnie imienia Lecha Kaczyńskiego to mieszanie rzeczy wielkich z małymi, spraw istotnych z mniej ważnymi.

W ceremonii pogrzebowej uczestniczyli europejscy i światowi przywódcy. Choć zakładano, że będzie ich znacznie więcej, a plany pokrzyżowała im przyroda. Wśród tych, co w końcu przybyli, nie wszyscy czuli osobistą sympatię do polskiego prezydenta. Jednak byli tam, by oddać cześć jego pamięci.

Śmierć zmienia rozumienie wielu rzeczy. Sprawia, że przestajemy dostrzegać drobiazgi. Nie liczy się teraz, kto podziwiał Lecha Kaczyńskiego, a kto odnosił się do jego otwartości krytycznie. Nie wszyscy przecież lubią słyszeć prawdę wypowiadaną bez ogródek. Ważne, że jego śmierć ma szansę zmienić na lepsze ludzi i narody.

Vytautas Landsbergis

eurodeputowany

Autor jest litewskim politykiem, posłem do Parlamentu Europejskiego. W latach 1990 - 1992 był głową państwa litewskiego

Ameryka nie doceniała Polski. Czy to się zmieni?

Równie silna była potrzeba oddania należnego szacunku polskiemu narodowi. Osobista sympatia czy antypatia dla ofiar katastrofy nie ma tu nic do rzeczy. Polska jest zbyt ważnym partnerem, by w takiej chwili zabrakło pośród żałobników premierów, prezydentów i ministrów z całego świata.

Doniesienia na temat wypadku prezydenckiego samolotu nie schodziły przez ostatni tydzień z głównych stron gazet i najważniejszych serwisów informacyjnych w Stanach Zjednoczonych. Jest to dla mnie o tyle dziwne, że amerykańską lewicę i prawicę bardzo różni stosunek do Polski. Amerykańscy konserwatyści postrzegają Polskę jako kraj, który spośród tych przez wiele lat oddzielonych od Zachodu żelazną kurtyną ma najsilniejszą pozycję, przeszedł najszybciej długą drogę w stronę demokracji i rozwoju gospodarczego. Amerykańscy liberałowie nie posługują się w ogóle takimi kategoriami. Dlatego jestem zdumiony, jak bardzo pozytywny jest wizerunek prezydenta Lecha Kaczyńskiego w amerykańskich - w większości liberalnych - mediach. Jego niespodziewana śmierć sprawiła, że docenione zostały niedostrzegane wcześniej zasługi. Z łatwo zacietrzewiającego się skrajnego konserwatysty stał się walczącym z systemem antykomunistą, patriotą, przyjacielem Ameryki i Izraela.

Zanim zapadła oficjalna decyzja o odwołaniu lotu ze względu na niebezpieczną chmurę pyłów wulkanicznych, wielokrotnie podkreślano, że udział w uroczystościach pogrzebowych miał być okazją do pierwszej wizyty Baracka Obama w Polsce. Od początku miałem jednak wrażenie, że była to decyzja podjęta jedynie ze względów wizerunkowych. Choć Polska jest jednym z najwierniejszych i najbardziej wytrwałych sojuszników, Barack Obama nie doceniał dotychczas tego, jak bardzo Warszawa angażuje się w walkę o bezpieczeństwo i rozwój demokracji na świecie. Dlatego przyjazd na pogrzeb głowy polskiego państwa mógł być wyrazem cynizmu: po tym, jak Obama zdradził Polskę, naraża jej bezpieczeństwo, wycofując się z budowy tarczy antyrakietowej, stara się teraz w łatwy sposób naprawić tę szkodę. Ale wydaje się być strategią obecnego prezydenta traktowanie w sposób bardziej łaskawy wrogów niż przyjaciół. Nie tylko zresztą Polski.

Zbyt pochopnie ogłasza się również przełom w relacjach polsko-rosyjskich. W historii, która wciąż dzieli oba narody, było zbyt wiele bolesnych momentów. Nie tylko prawda o Katyniu dzieliła Warszawę i Moskwę. Gestów, na jakie tuż po katastrofie zdobył się Władimir Putin, nie można przeceniać. Nawet jeśli wydaje się, że rosyjscy przywódcy zdecydowali się na powiedzenie samym Rosjanom prawdy o Katyniu, nie znaczy to, że przezwyciężone zostały różnice, które dzielą oba państwa. Historii nie można zmienić w jeden dzień, a jeden gest nie zniweczy lat rosyjskiej okupacji.

Norman Podhoretz

publicysta

Autor jest amerykańskim publicystą, jednym z najbardziej znanych konserwatystów

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.