Gdy kanclerz mówi, Europa musi słuchać
Decyzja przywódców strefy euro - że Grecja musi wyczerpać finansowe możliwości, jakie daje rynek i MFW, zanim zwróci się o unijną pomoc - spowodowała, że więcej mówiło się o Niemczech niż o Grecji.
Niemcy są ekonomiczną potęgą od przynajmniej pół wieku. Jednak politykę robiło się gdzie indziej, głównie we Francji. Obecnie Niemcy mówią do Europy. Ta zmiana jest wynikiem trzech trendów powstałych w Berlinie, Waszyngtonie i Moskwie.
Po pierwsze Berlin. Głównym zadaniem niemieckiego rządu było ustalenie nowych zasad dla prawdopodobnie najskuteczniejszej gospodarki świata i zaradzenie skutkom starzenia się populacji. Od lat 60. do 90. przemysł stanowił około jednej trzeciej PKB. Potem wszystko się zmieniło. W 1997 r. przemysł stanowił niespełna jedną czwartą gospodarki. Ta zmiana konfiguracji postawiła pod znakiem zapytania niemiecki model państwa opiekuńczego. Z tym wyzwaniem musi się zmierzyć większość zachodnich rządów i mało któremu udało się znaleźć dobrą odpowiedź. Niemcy zaatakowały swoje fiskalne sprzeczności z bezwzględnością. Gerhard Schroeder przeforsował pakiet dotyczący wszystkiego, od zasiłków dla bezrobotnych po dodatki rodzicielskie. Reforma podatkowa spowodowała, że finansowanie długu stało się trudniejsze i kosztowniejsze. W ubiegłym roku Niemcy wprowadziły do konstytucji poprawkę nakazującą równoważenie budżetu. Efektem jest sprawna gospodarka.
Można narzekać na logikę tych reform. Jednak ich polityczna konsekwencja jest taka, że Niemcy są coraz mniej skłonne do negocjowania w sprawach gospodarczych. W przypadku pomocy dla Grecji większość niemieckich tabloidów koncentrowała się na fakcie, że Grecy idą na emeryturę wcześniej niż Niemcy. Dopóki tak będzie, pomoc dla Grecji będzie przez Niemców trudno akceptowalna.
Po drugie Waszyngton. To Niemcy, a nie Francja, były krajem najgłośniej protestującym przeciwko wojnie w Iraku, ale amerykańska opinia publiczna nauczyła się rozumieć, jak delikatne z powodów historycznych są dla Niemiec kwestie wojny. I że decyzja, jakakolwiek by była, nie stawia pod znakiem zapytania sojuszu atlantyckiego.
I wreszcie Moskwa. Relacje niemiecko-rosyjskie nie są tylko odmierzane kijami, ale również marchewkami - na przykład gazociągiem Nord Stream płynącym pod Bałtykiem albo liniami kredytowymi, które Niemcy otworzyły dla Rosji latem ubiegłego roku.
Gospodarczo Niemcy zawsze miały znaczenie. Zmiana polega na tym, że obecnie dużo ważniejsze jest, co myślą Niemcy. To różnica pomiędzy byciem najważniejszym państwem w Europie a byciem europejskim liderem.
tłum. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Christopher Caldwell
komentator "Financial Timesa"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu