Dziennik Gazeta Prawana logo

Watykan nie ma strategii PR

1 lipca 2018

W Stanach Zjednoczonych trwa zmasowana nagonka gazet i stacji telewizyjnych na wszystko, co tylko się w Kościele wydarzy.

Według obliczeń The Tyndall Report w ciągu ostatnich trzech lat 42 proc. doniesień o papieżu i Kościele to doniesienia negatywne. Oliwy do ognia ostatnio dolały artykuły w największych gazetach, takich jak "New York Times", o aferach związanych z wykorzystywaniem seksualnym.

Gdy wyszła na jaw sprawa amerykańskiego księdza, który molestował dwustu niesłyszących chłopców, pojawiły się oskarżenia, że kardynał Ratzinger wiedział o wszystkim, ale postanowił nie wszczynać żadnych działań. Ksiądz mógł więc pozostać w swojej parafii aż do śmierci. Podobne historie zaczęły pojawiać się w prasie szwajcarskiej i niemieckiej. Ale to nie koniec. Wszystko wskazuje na to, że może być jeszcze gorzej. Sądy apelacyjne w dwóch stanach zgodziły się bowiem na precedensowe rozwiązanie. Ofiary molestowań z USA pozwały Watykan. Chcą się przekonać, czy jego najwyżsi zwierzchnicy faktycznie nie wiedzieli, co działo się w amerykańskich diecezjach. Media będą więc miały o czym pisać.

Jednak cały problem w tym, że mrocznych artykułów o Kościele nie można usprawiedliwić faktyczną sytuacją. Na fatalny image papieża i Kościoła składają się jeszcze dwa czynniki. Po pierwsze dziennikarze, autorzy ataków, zazwyczaj nie mają żadnych dowodów na potwierdzenie swoich słów. Brakuje im też wiedzy o Kościele. Mimo to robią wszystko, żeby brzmieć wiarygodnie i przekonać niezorientowanych, że za korupcję i molestowanie seksualne odpowiada cały Kościół, a nie poszczególni nieuczciwi księża i ich zwierzchnicy z papieżem na czele. To po prostu najłatwiejsze i niewymagające pracy podejście do tematu.

Benedykt XVI przez ostatnie lata ciężko pracował nad tym, żeby biskupi zaczęli być odpowiedzialni za to, co dzieje się w ich diecezjach. Wręcz narzucił na nich obowiązek przyjrzenia się wszystkim księżom. Tak by zapobiec nieprawidłowościom czy wręcz przestępstwom w przyszłości. Dla piątej kolumny, czyli tych, którzy tylko czerpią korzyści z przynależenia do Kościoła, nie ma już miejsca. Dla dobra innych jego członków.

Ale same próby reformy nie wystarczą, by zmienić image Kościoła w mediach. Tego jednak hierarchowie chyba jeszcze nie do końca rozumieją. Ciągle myślą, że do nauczania wystarczy ambona. Dziś takie myślenie przestało mieć rację bytu. Kościół nie ma żadnej strategii PR. Nikt nie wie tego lepiej niż dziennikarze piszący o Watykanie. Dowiedzieć się czegokolwiek wiarygodnego o tym, co naprawdę dzieje się w Kościele, to sprawa niezwykle trudna. Hierarchowie milczą, choć powinni otworzyć się na świat i rzetelnie informować o zmianach, planach i procesach. To przecież element nauczania. Watykan tego nie robi i w ten sposób nie dość, że traci możliwość docierania do ludzi przez media, to jeszcze wrogo nastawia do siebie dziennikarzy.

Co gorsza, księża nie starają się nawet szybko i skutecznie reagować na artykuły, w których znajdują się błędy czy przekłamania. A jeśli oni nie będą tego robić, spokojnie tłumaczyć, jaka jest prawda, i przedstawiać potwierdzające ją dowody, trudno liczyć na to, że jakkolwiek zmieni się wizerunek całego Kościoła. Gra toczy się przecież o wysoką stawkę. Część katolików zniechęcona tym, co czyta w prasie, może po prostu stracić wiarę. Bo nikt nie wytłumaczy im, jak sprawa wygląda w rzeczywistości. Dziś taka wiedza jest ludziom potrzebna.

Philip F. Lawler

publicysta katolicki

Autor jest założycielem pierwszego katolickiego portalu w USA Catholic World News, był dyrektorem think tanku Heritage Foundation w Waszyngtonie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.