KGHM znowu rozgrzewa emocje. Czas na prywatyzację
Metalem, który budzi największe emocje polityków pod każdą szerokością geograficzną, jest od zawsze złoto. Polska jest wyjątkiem. Naszych polityków do czerwoności rozgrzewa miedź.
Po zapowiedzi premiera Donalda Tuska, że obciąży wydobycie miedzi dodatkowym podatkiem, kurs akcji KGHM mocno spadał przez dwie sesje z rzędu, a związkowcy i opozycja mówili głównie o tym. Powiedzmy sobie jasno. Gdyby firma była całkowicie sprywatyzowana, nie byłoby takiej politycznej afery. Komisja Nadzoru Finansowego standardowo prześwietliłaby transakcje, sprawdziła, czy ktoś skorzystał na informacji o podatku przed jej ogłoszeniem. Ewentualnie ukarała i koniec. Na spadkach akcji staciliby właściciele firmy. Teraz traci państwo, a więc obywatele.
W Polsce miedź zepchnęła na bok nawet takie plany rządu zawarte w expose jak wydłużenie wieku emerytalnego. Prezes PiS Jarosław Kaczyński spadek akcji KGHM podsumował w piątek krótko, ale treściwie: - Wydarzenia, które miały miejsce w ostatnich godzinach, są niepokojące.
Zbigniew Kuźmiuk, także z PiS, skrupulatnie wyliczył, że akcje KGHM staniały o 4 mld zł. Ponieważ Skarb Państwa ma w kombinacie 32 proc. akcji, państwo straciło, według Kuźmiuka, 1,5 mld zł. - To kwota identyczna z tą, jaką pan premier chce zaoszczędzić na likwidacji ulgi internetowej w ciągu czterech lat - powiedział Kuźmiuk. Teraz musiałby dorzucić jeszcze jakąś ulgę, bo po piątkowych spadkach o 13,8 proc. w poniedziałek rano akcje kombinatu taniały o kolejne 10 proc.
W sprawie strat i potencjalnych "poinformowanych" węszy nie tylko PiS. Swoje trzy grosze dorzuciły SLD i Ruch Palikota, które chcą, by wyjaśniła to sejmowa komisja. Politycy tej ostatniej formacji sugerowali, że wiedzę o planie podniesienia podatku od wydobycia miedzi miał wcześniej ekonomiczny doradca premiera Jan Krzysztof Bielecki. W domyśle: mógł na tym zarobić albo podzielić się z kimś. Bielecki uznał to za obrzydliwe pomówienie. Kolejna awantura.
KGHM nie od dziś emocjonuje polityków. Podobna afera miała miejsce na początku tego roku. Wtedy poseł SLD i związkowiec Ryszard Zbrzyzny zaatakował byłego ministra skarbu Aleksandra Grada za ubiegłoroczną "haniebną" sprzedaż 10 proc. akcji po 103 zł za sztukę. Bo po roku od sprzedaży kurs wzrósł do 170 - 180 zł, a więc państwo straciło zdaniem Zbrzyznego 2 mld zł. Czyli jeszcze więcej niż obecnie. - Transakcja została przeprowadzona w ekspresowym tempie, nocą, w ciągu kilku godzin. Przyniosła ogromną stratę w finansach publicznych - argumentował poseł. I groził strajkiem załogi koncernu. Związkowcy skutecznie wymogli na przerażonym rządzie deklarację, że nie będzie dalej sprzedawał. Teraz Tusk to jeszcze raz potwierdził.
Rząd boi się prywatyzować firmy uznawane za strategiczne, choć nie bardzo wiem, co strategicznego jest w czerwonej skale. Dlatego co jakiś czas będziemy mieli kolejne domniemane afery. A kłopoty będą wprost proporcjonalne do posiadanych udziałów.
Paweł Rożyński
publicysta "DGP"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu