Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Społeczna czy państwowa?

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Mogę być uznany za nieobiektywnego sędziego sporu pod szyldem "jaka szkoła jest lepsza, społeczna czy publiczna?", sporu nawracającego w niejednym polskim domu wraz z dorastaniem pociech do kolejnych szczebli edukacji. Pracuję, gdzie pracuję, wspieram Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej. Nie ukrywam, jestem fanem szkolnictwa tzw. społecznego, w chwilach sentymentalnych uniesień gotów jestem nawet uznać, że to zapomniane dziecko "Solidarności" lat 80. No, wiecie - niezależne, samorządne.

Wszystko to nie znaczy, abym bez wahań każdemu doradzał szkolnictwo niepubliczne. Zwłaszcza dotyczy to szkolnictwa podstawowego. Istotnym powodem wysyłania dziecka do szkoły jest znalezienie przez niego kolegów/koleżanek. Szkoła prywatna potrafi być zlokalizowana na drugim końcu miasta, dzieciak jest skazany na innych ziomków w szkole, innych w miejscu zamieszkania. Jeżdżenie dziecka do szkoły to nie to samo co jeżdżenie dorosłych do pracy. W pierwszej kolejności bierzcie pod uwagę lokalność szkoły waszej pociechy - bo potrzebuje ona środowiska rówieśniczego; dopiero na przełomie gimnazjum i liceum człowiek staje się w pełni mobilny.

Druga wątpliwość dotyczy motywacji, z jaką rodzice szukają niepublicznej szkoły. Bywają motywacje dobre. Specyficzny profil wychowawczy, fajne środowisko nauczycielskie, większa otwartość na indywidualności, mniejszy rozmiar szkoły, lepsza współpraca nauczycieli z rodzicami, większe bezpieczeństwo - to przykłady motywacji sensownych. Przekonanie, że pieniądze czynią cuda albo że prestiż rodziny cierpi na wysłaniu dziecka do zwykłej szkoły, to przykłady motywacji, które lepiej odstąpić sąsiadom.

Jest ileś szkół w Polsce, które mają charakter i które nie zmieściłyby się w ramach standaryzowanego szkolnictwa publicznego. Bywają szkoły, które są lepiej przystosowane do twojego dziecka, bo np. lepiej radzą sobie z ADHD, z uczniem źle znoszącym hałas, z uczniem potrzebującym dyscypliny, z uczniem potrzebującym braku dyscypliny. Mało tego, są szkoły jak gejzery. Wystarczy spojrzeć, ile podręczników, ekspertyz, scenariuszy lekcji itp. zostało napisanych przez nauczycielki i nauczycieli szkół społecznych. Bywają takie środowiska nauczycielskie, za których istnienie warto płacić, przy okazji inwestując w rozwój własnego dziecka.

Powinno być takich miejsc znacznie więcej. Jeżeli edukacja polska pilnuje, aby szkolnictwo niestandardowe pozostawało poza zasięgiem finansowym większości polskich rodzin, to jest to, drodzy państwo, wielki wstyd. Zróbcie coś z tym, do diabła, ja już swoje zrobiłem.

@RY1@i02/2011/170/i02.2011.170.186.002c.001.jpg@RY2@

Jan Wróbel

Jan Wróbel

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.