Tak dla wyborów jednomandatowych
Z uznaniem sekunduję inicjatywom podejmowanym przez zgrupowany w Kancelarii Prezydenta zespół mądrych ludzi, doświadczonych w rozwoju polskiej samorządności. Pomysł, by wprowadzić ordynację większościową w wyborach samorządowych wszystkich szczebli (gmin, powiatów, miast na prawach powiatu, województw) jest, moim zdaniem, słusznym kierunkiem zmian. To może być antidotum na upartyjnienie samorządów, rozumiane jako zawłaszczenie przez zcentralizowany aparat partyjny prawa decydowania o sprawach wspólnych małych ojczyzn.
Zazwyczaj ludzie oczekują od demokracji dwóch, czasem sprzecznych, wartości. Po pierwsze - chcą być dobrze rządzeni. A więc chcą, by władza skutecznie rozwiązywała problemy społeczne, cenią stabilność i bezpieczeństwo. Po drugie: chcą mieć pewien wpływ, współuczestniczyć w podejmowaniu decyzji, które dotyczą bezpośrednio ich życia. Ta pierwsza wartość nie wymaga poszerzenia demokracji; dobra władza może także zrodzić się z odgórnej nominacji. Jednak istota samorządności polega na upowszechnieniu drugiej wartości, na poczuciu współuczestnictwa w rządzeniu. Mechanizm współuczestnictwa nie powinien jednak unicestwić stabilności, władza nie może być podporządkowana temu, co Alexis de Tocqueville nazywał porywami namiętności opinii publicznej.
Stabilizację władzy wykonawczej w samorządzie może zapewnić upowszechnienie jej bezpośredniego wyboru. Tak jak dziś bezpośrednio wybieramy wójta, burmistrza, prezydenta, tak w przyszłości społeczność może wybierać starostę powiatu i marszałka województwa. W przypadku wyborów do rad większych gmin, miast, powiatów i województw, mechanizm bezpośredniego wyboru w okręgach jednomandatowych może przynieść pożądane rezultaty, pod warunkiem jednoczesnego wprowadzenia rozwiązań umożliwiających zwiększenie reprezentatywności i wyrównanie szans kandydatów. Wyścig między kandydatem aparatu partyjnego a zwykłym społecznikiem to dziś rodzaj meczu między zawodowcem z esktraklasy a amatorem z ligi okręgowej. Ten pierwszy ma pieniądze, dostęp do mediów i profesjonalny zespół trenerów. Minimalnym wymogiem wyrównania szans powinien być zakaz finansowania kampanii z pieniędzy otrzymywanych przez partię z budżetu państwa. Ten wymóg uzdrawia także mechanizmy wewnątrzpartyjne. Dopóki centrala partyjna finansuje lokalną kampanie wyborczą, dopóty to ona " z góry" decyduje, kto ma pierwszeństwo szans na wygraną. Tym samym lokalny działacz kierować się musi przede wszyskim lojalnością wobec partyjnej centrali, a nie wobec swoich wyborców. Wyrównaniu szans służyć też może nakaz, by w przypadku starającego się o reelekcję burmistrza czy prezydenta, był on zmuszony na czas kampanii wyborczej przekazać swoje obowiązki zastępcy.
Uważnie rozważyć należy też kwestię reprezentatywności. Zmniejszenie liczby radnych osłabiło tę wartość. W parlamencie mamy więcej posłów z województwa śląskiego niż w sejmiku zasiada radnych wojewódzkich. W małych gminach kandydaci w okręgach jednomandatowych są bliskimi, osobistymi znajomymi. W dużym mieście, gdzie taki okręg liczyć może 10 tys. mieszkańców, w powiecie czy województwie, tam nadal kandydaci będą jedynie "twarzami z billboardu". Nie jest prawdą, że zmniejszenie liczby radnych przyniosło wymierne oszczędności. Może więc lepiej powrócić do większych rad i większej reprezentatywności.
@RY1@i02/2011/158/i02.2011.158.207.002a.001.jpg@RY2@
Jarosław Kapsa Urząd Miasta Częstochowa
ŁS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu