Słońce południa przed wyborami
Istnieją dwa sposoby wyjaśnień dotyczących tak zwanego kryzysu włoskiego. Jeden kładzie nacisk na zdroworozsądkową sprawiedliwość. Skoro wydawaliście, kochani Włosi, więcej, niż wynosiły wasze wpływy, skoro ratowaliście się obligacjami, długiem publicznym, wzajemnymi pożyczkami i nieortodoksyjnym księgowaniem, to doprowadziliście do kłopotów. To nie nieprzewidywalne wydarzenia, lecz takie całkiem przewidywalne doprowadziły do skutków. Możemy te skutki nazywać kryzysem, jeżeli taka wola.
Drugi sposób to napominanie tych, którzy - jak te prostaki najgorsze - postrzegają księgowość państwa, firmy i gospodarstw domowych jako zjawiska podobne. Państwo ma, zgodnie z tą interpretacją, magiczne środki, dzięki którym prawa strona równania nie musi równać się drugiej. Źródłem bogactwa państwa nie jest oszczędność, tylko konsumpcja, najważniejszym wskaźnikiem ekonomicznym nie jest brak zadłużenia, tylko wskaźnik radości konsumentów. I tak dalej... Kto tego wszystkiego nie rozumie, ten idiota.
Ciekawe, że dyskurs tego rodzaju utrzymuje się wciąż na powierzchni, chociaż Grecy wyraźnie pokazali, do czego prowadzi kreatywność tam, gdzie potrzebna jest księgowość. Bo na koniec okazuje się, że wypłacalność to jednak wypłacalność.
Lista "Greków" jest długa. Znajdujemy się na niej również my, Polacy. Greków broni się czasem argumentem, że ich mędrcy nie stworzyli alternatywy dla radosnego optymizmu wiecznych i rozleniwionych konsumentów. Uwaga - Polaków tym argumentem wybronić się nie da. Bauc, Hausner, Belka, działalność UPR, KLD (ach, czasy), konserwatyści od Halla do Ujazdowskiego, skromne oszczędności późnego Rostowskiego, to tylko garść przykładów - wiedzieliśmy i wiemy, co robimy, tworząc budżety dojrzewające w słońcu południa. Uprzedzano nas, że planowanie większych wydatków niż wpływów jest jazdą na jednokołowym rowerze.
Możemy wybrać tych polityków, którzy mają dla nas smutny komunikat: lewa strona równania równa się prawej. Aby wybierać polityków, którzy nie kłamią, trzeba mieć mocne nerwy. I trochę szczęścia (przecież polityk musi być i zdroworozsądkowy, i utalentowany, inaczej staje się niebezpieczny). Jest bardzo prawdopodobne, że przed wyborami zarówno Tusk, jak i Kaczyński, jak i Napieralski, będą zręcznie kłamać, bo nie wierzą w analityczny chłód wyborców. Któryś z nich wygra wybory - o ile można nazwać tak wybieranie pomiędzy Grekami a Włochami.
@RY1@i02/2011/136/i02.2011.136.186.002c.001.jpg@RY2@
Jan Wróbel
Jan Wróbel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu