Przepisy antykorupcyjne dla władz lokalnych należy zmodyfikować
W sprawach przepisów antykorupcyjnych błądzimy na krawędzi paranoi. Wprowadzano je pod presją opinii społecznej karmionej przesadnymi opowieściami o lokalnych układach. Prawo robione pod społeczne zapotrzebowanie często bywa nieprecyzyjną manifestacją. Trudno oszacować, w jakim stopniu przepisy antykorupcyjne ograniczyły rzeczywiście nieetyczne zjawiska w lokalnym życiu publicznym. Znane są jednak przykłady, że automatyzm działania prawa prowadził do wyraźnej krzywdy. A taką krzywdą jest pozbawianie ludzi biernego prawa wyborczego tylko z powodu formalnej pomyłki lub kilkudniowego spóźnienia w złożeniu deklaracji. Zdarzały się nawet tak bulwersujące sytuacje jak pozbawienie mandatu radnych z Lublińca, którzy społecznie przyjęli funkcję w zarządzie lokalnego klubu sportowego na swój koszt, ratując go przed upadkiem.
Doświadczenia z funkcjonowania prawa antykorupcyjnego uczyć powinny, że uczciwości w życiu publicznym nie da się zadekretować na skróty. Istnieje tu, przy tym, niesprawiedliwa rozpiętość między rygorami dotyczącymi osób wybieranych do samorządu a praktyczną nietykalnością parlamentarzystów. Więcej - łatwiej stracić mandat, nie dopełniając formalności, niż świadomie naruszając w poważnym stopniu prawo. W tym drugim przypadku utrata mandatu związana jest z prawomocnym orzeczeniem sądu.
Przepisy należy zmodyfikować, tak by nie skutkowały krzywdą ludzką. Normy cywilizacyjne wymagają, by o sankcjach ograniczających prawa obywatelskie decydował niezawisły sąd. Możliwe i przydatne byłoby więc wprowadzenie do artykułów antykorupcyjnych zapisów rozszerzających zakres sankcji - od grzywny po utratę mandatu - i oddanie w tej sprawie decyzji sądowi powszechnemu. Z wnioskiem do sądu mógłby wystąpić wojewoda, organ kontrolny, prokurator, rada lub radny, a nawet każdy obywatel, który uzyskał wiedzę na temat naruszenia przepisów przez wybranego samorządowca. Sąd wydawałby orzeczenie, badając wszelkie okoliczności, dostosowując rodzaj kary do stopnia istniejącej szkody społecznej.
Czy to przedłużyłoby postępowanie? Nie wiem, sądy u nas są jakie są... Zauważyć jednak można, że droga decyzji administracyjnej nie jest krótsza: radni mogą odmówić przegłosowania wygaśnięcia mandatu, a potem zaskarżyć postanowienie zastępcze wojewody do sądu administracyjnego. Procedura ta nie trwa krócej niż normalne postępowanie sądowe. Moim zdaniem w normalnym kraju sprawiedliwość wymierza sąd, może więc ta normalność przydatna byłaby także w sferze lokalnego życia publicznego.
Istniejące przepisy antykorupcyjne nie odnoszą się do innego zjawiska demoralizującego życie publiczne - do korupcji politycznej. Niestety, straty materialne i społeczne wynikające z traktowania komunalnych podmiotów jak partyjnego łupu, straty powodowane praktyką nomenklatury partyjnej są znacznie wyższe niż zyski powodowane zakazem wybierania do rady przedsiębiorcy wynajmującego lokal od gminy. Na tle powszechnego zjawiska korupcji politycznej istniejące przepisy antykorupcyjne wyglądają jak sztuczna zasłona dymna przesłaniająca zgrzebną rzeczywistość.
@RY1@i02/2011/081/i02.2011.081.207.002b.001.jpg@RY2@
Jarosław Kapsa, Urząd Miasta Częstochowa
ŁS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu