Czy manipulacja może być szlachetna?
Po trzęsieniu ziemi u wybrzeży Japonii światowe media pełne były doniesień i spekulacji o losach reaktora nuklearnego. Najpierw jednego, potem jeszcze dwóch dotkniętych falą tsunami w Fukushima Daiichi, 170 mil od obrzeży Tokio. W miarę jak rosło zagrożenie największą katastrofą nuklearną od czasów Czarnobyla, amerykańskie i brytyjskie telewizje, na co dzień operujące w milach, niespodziewanie przeszły na system metryczny i ze 170 mil zrobiło się 255 km. W niedzielę, kiedy ewakuacja objęła blisko ćwierć miliona osób, odległość znowu wzrosła. Teraz według BBC do reaktora było 350 km. Tyle że nie do obrzeży, ale do centrum Tokio. Tak jakby życie ludzi wokół stolicy przestało być zagrożone. Autocenzura, czy - jak wolą inni - odpowiedzialność dziennikarzy za słowo, kazała redakcjom grać liczbami. Ani Tokio nie zrobiło się od tego bezpieczniejsze, ani katastrofa mniej groźna. Ot tak, dla uspokojenia lepiej brzmiało w kilometrach.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.