Pooscarowy kac
Światła zgasły, zwycięzcy zabrali statuetki i poszli upijać się szczęściem na ekskluzywnych przyjęciach. A kaca jak zwykle mamy my - widzowie
Oglądanie oscarowej gali to zajęcie całkowicie perwersyjne. Bo przecież z góry wiadomo, jak będzie: suknie, koafiury, sztuczne uśmiechy i wyczuwalne napięcie, poza tym nuda. Jedyna nadzieja, że prowadzący powie coś nietaktownego. A statuetki i tak dostaną ci, co się wszyscy spodziewali.
W tym roku było jak zwykle. Choć może nieco gorzej, bo para prowadzących galę aktorów James Franco i Anne Hathaway za bardzo starała się przypodobać publiczności i nie zaryzykowała ani jednego ostrzejszego żartu. Wypadło blado i smutno zwłaszcza na tle niedawnej błyskotliwej konferansjerki podczas rozdania Złotych Globów - brytyjski komik Ricky Gervais nie zostawił wówczas suchej nitki na zgromadzonych celebrytach. I bardzo dobrze, należało im się.
Jeśli chodzi o same nagrody, to we wszystkich aktorskich kategoriach wygrali faworyci: Melissa Leo ("Fighter"), Natalie Portman ("Czarny łabędź"), Christian Bale ("Fighter") i Colin Firth ("Jak zostać królem"). Ich przemówienia wniosły odrobinę świeżości do stężałej nudy wieczoru - ciężarna Portman była ślicznie wzruszona, gdy przyjmowała statuetkę z rąk Jeffa Bridgesa, też zresztą nominowanego za rolę w filmie "Prawdziwe męstwo" braci Coen, Firth groził, że zaraz zacznie tańczyć z radości, co może być trudne do zniesienia dla widzów, zaś wszystkich przebiła Melissa Leo, której z emocji wymknęło się słowo na "f". I wcale nie chodzi o "fantastycznie".
Limit tegorocznych zaskoczeń wyczerpały decyzje akademii - o tym, by tytułem najlepszego filmu nagrodzić "Jak zostać królem", choć nominowanych było kilka zdecydowanie lepszych obrazów ("Social Network", "Do szpiku kości", "Prawdziwe męstwo" i nawet "Toy story 3") oraz by na przekór wszystkim i wszystkiemu nie dać ani jednej nagrody braciom Coen. Hollywoodzie, kiedy ty się wreszcie czegoś nauczysz?
Coenowie są największymi przegranymi tegorocznych akademickich igrzysk - 10 nominacji i żadnej nagrody to wyraźny afront, zwłaszcza jeśli daje się statuetkę za zdjęcia efekciarskiej "Incepcji", a pomija genialną pracę operatorską Rogera Deakinsa. Ale mniejsza z tym. Krytyków filmowych na całym świecie bardziej oburzył fakt wygranej "Jak zostać królem" kosztem choćby rewelacyjnego filmu Davida Finchera o twórcy Facebooka "Social Network". I nie tłumaczy tego nawet powszechnie znane jankeskie uwielbienie dla brytyjskiej rodziny królewskiej. Najlepsze wyjaśnienie tej umysłowej aberracji znalazłam w statusie na Facebooku u kolegi po fachu Sebastiana Łupaka: "Dlaczego »The Social Network« przegrał? Bo średni wiek członka Akademii to 107 lat i pamiętają oni przemówienie króla Jerzego z 1939, ale nie do końca rozumieją, o co chodzi z portalami społecznościowymi".
I jak tu nie mieć kaca po uczestnictwie w tych starczych bachanaliach?
@RY1@i02/2011/044/i02.2011.044.196.0027.001.jpg@RY2@
FOT. REUTERS/FORUM; ITI CINEMA
Natalie Portman odbiera Oscara z rąk Jeffa Bridgesa
Katarzyna Nowakowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu