Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Minister ma za nic sądy i Sejm

Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Podpisanie przez Jarosława Gowina rozporządzenia o zniesieniu 79 sądów jest ostatecznym i jawnym potwierdzeniem tego, że jedyną władzą w Polsce ma być władza wykonawcza

W ostatni weekend jedna osoba zdecydowała o radykalnej zmianie organizacji sądownictwa. Minister Jarosław Gowin postanowił, że z mapy Polski ma zniknąć niemal 80 sądów, które utracą swoją podmiotowość, stając się ośrodkami zamiejscowymi, a zapewne w perspektywie kilku lat znikną zupełnie. Bez wątpienia mówimy tu o zmianie poważnej, kontrowersyjnej i radykalnej. Należałoby oczekiwać, że jej wprowadzenie nastąpi, gdy zgodzą się na nią parlament i władza sądownicza. Nie tak jest jednak w tym przypadku, podpis ministra Gowina pod rozporządzeniem zaskoczył wszystkich, gdyż wokół tego projektu narosło tyle kontrowersji, że wydawało się, iż tylko osoba bez wyobraźni może forsować reformę, co do której nie ma zgody nawet większości sejmowej.

Sporny jest przede wszystkim problem, czy minister sprawiedliwości może likwidować sądy rozporządzeniem. Kwestia ta oczekuje na rozstrzygnięcie przez Trybunał Konstytucyjny, a w Sejmie znajduje się, popierany przez partię będącą w koalicji rządowej, projekt ustawy określający, że sądy tworzy się i znosi w drodze ustawy. Skorzystanie w tej sytuacji przez ministra sprawiedliwości ze swojego wątpliwego konstytucyjnie uprawnienia, każe postawić pytanie, czy miał na uwadze dobro wymiaru sprawiedliwości, czy może jednak zdecydowała polityka. Niedopracowanie rozporządzenia zawierającego choćby tak widoczny błąd legislacyjny, jakim jest pokrywanie się właściwości sądów rejonowych w Lubaniu i Zgorzelcu, rodzi obawę, że z jakichś powodów decyzja zapadła nagle, na co wskazuje też brak jej wcześniejszej zapowiedzi. Pomijając już kulisy wprowadzenia tych zmian, każdy znawca sceny politycznej stwierdzi, że skoro jeden minister likwiduje sądy przy sprzeciwie wszystkich innych liczących się sił politycznych, to prędzej czy później przyjdzie minister z innej partii, który będzie zlikwidowane sądy odtwarzał.

Tego typu przypadków w historii sądownictwa było już kilka - wystarczy przypomnieć choćby sądy grodzkie i sądy 24-godzinne. Przypadek ten po raz kolejny unaocznia nam, że największą bolączką sądownictwa jest właśnie nadmierny nadzór polityczny nad jego funkcjonowaniem. Od ponad 20 lat kolejni ministrowie sprawiedliwości ogłaszają reformy, a nadal nie zlikwidowano strukturalnych problemów sądownictwa i nie zagwarantowano obywatelom w pełni prawa do rozpoznania ich sprawy w rozsądnym terminie. Tylko jak funkcjonować w strukturze, w której nie ma strategii na kolejne lata, a wprowadzane reformy za główny cel mają wyłącznie to, by ładnie wyglądały w wieczornych wydaniach programów informacyjnych? Pokazuje to nieefektywność nadzoru politycznego - jestem przekonany, że gdyby tym samym budżetem dysponował I prezes Sądu Najwyższego, sądy działałyby o wiele lepiej, gdyż nie marnowano by energii i czasu na wdrażanie i odkręcanie kolejnych pseudoreform, a podstawową bolączką I prezesa SN byłoby zapewnienie efektywności działania i prawa do sprawiedliwego procesu, a nie uzyskanie możliwe wysokich notowań wśród wyborców.

Pospieszne podjęcie decyzji o zniesieniu sądów, zanim Trybunał Konstytucyjny rozpozna skargi, a Sejm zajmie się projektem ustawy, jest ostatecznym i jawnym potwierdzeniem, że jedyną prawdziwą władzą w Polsce ma być władza wykonawcza. To ona ma podejmować wszelkie ważne decyzje, a władza ustawodawcza i sądownicza mają być stawiane przed faktami dokonanymi i podporządkowane politycznym ustaleniom, które zapady w Radzie Ministrów. Dla obywateli skutkiem zniesienia sądów będzie utrudnienie dostępu do wymiaru sprawiedliwości. Wydziały zamiejscowe będą jednostkami niesamodzielnymi i obywatele nie będą w nich mieli dostępu do prezesów sądów czy oddziałów administracyjnych i finansowych. tak wię w celu załatwienia licznych spraw lub złożenia skargi będą musieli jechać do innej miejscowości, a sąd obejmujący dwie miejscowości będzie działał gorzej. Wszystko to przyniesie społeczeństwu straty, które są dziś trudne do oszacowania, ale to my - sędziowie i pracownicy sądów, a nie Minister Gowin - będziemy musieli spojrzeć w oczy ludziom, którzy do sądu przyjdą. W tym czasie politycy będą odwiedzać kolejne programy informacyjne i opowiadać o reformach, które trzeba wdrożyć, żeby w sądach było lepiej. Jednak tak długo, jak politycy będą się zajmować reformami sądów, tak długo lepiej w nich nie będzie.

@RY1@i02/2012/197/i02.2012.197.07000070a.802.jpg@RY2@

Bartłomiej Przymusiński członek zarządu Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia"

Bartłomiej Przymusiński

członek zarządu Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.