Dziennik Gazeta Prawana logo

Państwo pomoże, ale tylko wybranym, inni zostaną na lodzie

3 lipca 2018

Podwykonawcy pracujący przy budowie autostrad, którzy z powodu niewypłacalności głównych wykonawców nie otrzymali wynagrodzenia, mogą już zacząć przygotowywać zgłoszenia swoich należności. W chwili oddawania tego tekstu do druku ustawa w sprawie spłaty niezaspokojonych należności przedsiębiorców za niektóre prace, wynikających z realizacji udzielonych zamówień publicznych czekała już tylko na podpis prezydenta. Ponieważ wchodzi w życie z dniem publikacji, generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad powinien w miarę szybko zacząć regulować należne zaległości.

To dobrze, że państwo bierze odpowiedzialność za niespłacone zobowiązania. Szkoda tylko, że działa tak wybiórczo. Na specjalne przywileje mogą bowiem liczyć jedynie firmy pracujące przy zamówieniach zleconych przed GDDKiA. A co z innymi, chociażby zatrudnionymi przy budowie stadionów? Niestety o nich nikt nie pomyślał. Jeśli wykonywali prace budowlane, a umowy między nimi a generalnymi wykonawcami akceptował zamawiający, to mogą się domagać zapłaty od tego ostatniego na zasadach solidarnej odpowiedzialności. Nie obejmuje ona już jednak dostawców czy chociażby firm transportowych.

Co więcej, także sporo firm budowlanych zostanie na lodzie. Często bowiem ich umów nie akceptowali zamawiający. Oczywiście można powiedzieć, że to w ich interesie leżało, by zadbały o formalności. Tyle że rzeczywistość na placu budowy daleka jest od tej przewidzianej przez ustawodawcę. Umowy często zawierane są bez wiedzy zamawiających, a aneksy do nich przewidujące dodatkowe prace nierzadko w ogóle nie są spisywane.

Chociaż podwykonawcy pracujący przy budowie autostrad mogą w tej sytuacji czuć się uprzywilejowani, to nie każdy z nich otrzyma wszystko, co mu się należy. Ustawa przewiduje bowiem, że należności zostaną spłacone do wysokości równej kwocie zabezpieczenia należytego wykonania umowy. A ta w zależności od decyzji zamawiającego wynosi od 2 do 10 proc. ogólnej ceny zamówienia. Na dodatek nie wszyscy mogą ubiegać się o zapłatę wynagrodzenia. Ustawa pozwala na to tylko mikro, małym i średnim przedsiębiorcom. Duzi są z tej grupy wyłączeni.

Mamy więc ustawę, która faworyzuje pewną grupę przedsiębiorców i na dodatek nawet im nie gwarantuje pełnej zapłaty. To jednak nie koniec. Za kilka lat może się bowiem okazać, że będą oni musieli oddawać to, co teraz dostaną. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że zapłata ze środków państwa zostanie uznana przez Komisję Europejską za pomoc publiczną. A udzielanie takiej pomocy jest możliwe tylko po jej notyfikacji.

Co ciekawe, już podczas prac nad projektem ustawy ostrzegało o tym zarówno Ministerstwo Spraw Zagranicznych, jak i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Proponowały, by od razu przesądzić, że jest to pomoc de minimis, gdyż ta nie wymaga notyfikacji. Tyle że wtedy firmy mogłyby otrzymać maksymalnie do 200 tys. euro, a to nie rozwiązywałoby ich problemów.

Mimo tych zastrzeżeń Ministerstwu Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej udało się w ekspresowym tempie przeforsować nową ustawę. Co się stanie jeśli urzędnicy unijni uznają wypłaty za pomoc publiczną? Przedsiębiorcy będą musieli je zwracać z odsetkami i to nawet 10 lat po ich otrzymaniu. Takie przypadki już w historii Unii Europejskiej się zdarzały.

Tymczasem aby uniknąć zastrzeżeń KE, wystarczyłoby, żeby ustawa równo traktowała wszystkich przedsiębiorców. Nie wiadomo, dlaczego np. duzi przedsiębiorcy będą pozbawieni pomocy państwa. Na logikę wydawałoby się, że to ich najbardziej powinno się chronić - jeśli splajtują, to najwięcej ludzi straci pracę. Oczywiście podwykonawcy nie zrezygnują dzisiaj z pieniędzy tylko z tego powodu, że unijni urzędnicy mogą się do tego przyczepić. Walczą o przetrwanie. Ciekawe jednak, co powie im rząd, jeśli - czego oczywiście nikomu nie życzę - KE zażąda zwrotu pomocy publicznej.

@RY1@i02/2012/137/i02.2012.137.21500020f.802.jpg@RY2@

Sławomir Wikariak

Sławomir Wikariak

slawomir.wikariak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.