Jeśli dziś piątek, to porzucamy euro
Jesienią pisaliśmy w "Obserwacjach", że pewien szalony (i bogaty) angielski lord obiecał 250 tys. funtów nagrody dla ekonomisty, który przedstawi najlepszy pomysł na (względnie) bezbolesne opuszczenie przez państwo strefy euro. Teraz - osiem miesięcy później - mamy zwycięzcę nietypowego konkursu. I przy okazji plan, po który mogą sięgnąć przywódcy takich krajów jak Grecja, gdy uznają, że dłużej w Eurolandzie wytrzymać się już nie da.
Nagrodę lorda Wolfsona zgarnął Roger Bootle, a właściwie założona przez niego londyńska firma konsultingowa Capital Economics, w której powstał "Wychodzenie z euro. Praktyczny przewodnik". Wynika z niego, że strefę euro da się opuścić. Trzeba tylko wykazać się imponującą mieszanką zdecydowania, pragmatyzmu i silnych nerwów.
Przede wszystkim decyzja musi zostać zrealizowana błyskawicznie: żadnej parlamentarnej debaty, żadnego referendum. Najlepszym momentem na jej ogłoszenie jest piątkowy wieczór, bo rynki i maklerzy już zaczęli weekend. Dzięki temu aż do poniedziałku banki będą zamknięte, a operacje finansowe zamrożone. Roztropny rząd, np. Grecji, musi też zapewnić sobie wsparcie ze strony pozostałych krajów Eurolandu. Grecki premier ogłaszający decyzję o powrocie do drachmy nie jest przecież średniowiecznym suwerenem i musi wyjaśnić, że było to absolutnie konieczne, a wkrótce wszystko wróci do normy. Najlepiej, by towarzyszyli mu przy tym kanclerz Niemiec Angela Merkel i szefowa MFW Christine Lagarde. Ich poparcie da się kupić przy pomocy takich narzędzi jak: ogłoszenie, że Grecja zostaje w UE, spłaci tyle zagranicznych długów, ile się da (zwłaszcza tych wynikających z bailoutów), a przy wychodzeniu ze strefy nie zostanie naruszone unijne prawo. Europę trzeba wprowadzić w plany wcześniej, ale... bez przesady. Kilka godzin powinno wystarczyć, by liderzy pozostałych państw Wspólnoty nie czuli się oszukani i mogli przygotować własną strategię. Ale oni w sumie i tak nie mają innego wyjścia, niż pogodzić się z faktami.
Słowo się rzekło i powraca drachma. Tylko skąd ją wziąć. Fizyczny druk banknotów i bicie monet to proces zajmujący z reguły około pół roku. Sęk w tym, że taką operację trudno utrzymać w sekrecie. Ale i na to jest sposób. Trzeba zostawić w obiegu wspólny europejski pieniądz, ale pozwalać płacić nim tylko za rachunki o wartości poniżej 100 euro. Bardziej wartościowe transakcje muszą być dokonywane za pomocą kart lub przelewów. A jako takie będą już przecież księgowane według nowego kursu drachmy.
No właśnie, a jaki powinien być nowy kurs? Jest oczywiste, że nowa grecka waluta musi mocno stracić na wartości (inaczej jaki sens miałoby wychodzenie?). Ekonomiści szacują, że dla przywrócenia konkurencyjności nowa grecka waluta powinna być o 40 proc. słabsza od euro. Historia uczy jednak, że faktycznego spadku wartości waluty nigdy przewidzieć się nie da. W ekstremalnym przypadku kończy się paniką i hiperinflacją. Dlatego zaczynamy od przeliczenia wszystkich cen i pensji z euro na drachmę w stosunku 1 do 1. Dewaluacja i tak jest nieuchronna, a rynek zrobi swoje. Nie ma jednak co ukrywać, że będzie ciężko i kraj czeka ostra polityka antyinflacyjna, która boli równie mocno jak obecne budżetowe oszczędności.
Na koniec rząd powinien ogłosić, że wszystkie długi będzie odtąd spłacał w drachmach. A właściwie nie będzie ich spłacał, dopóki nie zostanie wynegocjowane porozumienie, które obniży zadłużenie do ok. 60 proc. PKB. Uważny czytelnik pamięta oczywiście, że jeszcze kilka dni wcześniej rząd obiecywał, że spłaci tyle, ile się da. Nie ma w tym żadnej sprzeczności. Bo przecież na razie się nie da.
I co dalej? Wyjście z euro w długiej perspektywie pewnie pomoże greckiej gospodarce. Ale czy po drodze lekarstwo nie dokona w tkance społecznej jeszcze większych spustoszeń niż sama choroba? Tego nie wiedzą nawet zwycięzcy nagrody Wolfsona. No bo skąd mieliby to wiedzieć?
Opuszczenie strefy musi zostać błyskawicznie przeprowadzone: żadnej debaty w parlamencie, żadnego referendum. Decyzja musi zostać ogłoszona tuż przed rozpoczęciem weekendu, gdy finansiści będą się najpierw bawić, a potem odpoczywać
@RY1@i02/2012/135/i02.2012.135.186000200.802.jpg@RY2@
materiały prasowe
Rafał Woś, dziennikarz DGP
Rafał Woś
dziennikarz DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu