Wakacje i paternoster
Nie lubię ani topless, ani Halloween. Generalnie nie przepadam za upodabnianiem się do Zachodu pod hasłem: "Bo co o nas pomyślą, żeśmy dzikusy jakieś?!". W dzisiejszych czasach tradycjonalizm ma wymierną wartość. Ludzie kochają to, co autentyczne, lokalne, a najlepiej - niepowtarzalne. Polska, leżąc przez stulecia trochę na uboczu Europy, zachowała coś, co gdzie indziej na ogół przepadło, np. wielkanocną święconkę, Pierwszą Komunię Świętą, żłóbki, śmigus-dyngus itd.
Nasza obyczajowość, mimo różnych skoków w bok, pozostaje nie tylko w miarę tradycyjna, lecz także związana z kościelnym nauczaniem, zazwyczaj rozumianym dość płytko. Kościół lepiej zniósł pierwsze 20 lat modernizacji Polski, niż wielu to przewidywało. Niemniej słabnie, o czym świadczy i rzadsze uczęszczanie Polaków do kościoła, i ostrzał mediów. Jako uczestnik rynku medialnego Kościół poniósł zresztą szczególnie prestiżową porażkę.
Wydaje się, że Kościół wciąż szuka nowego modelu swojego udziału w państwie demokratycznym. I to szuka pod presją niekorzystnych dla niego okoliczności. Przed wieloma laty rozpalał katolicką inteligencję spór o demokrację kościelną. Środowiska tradycyjne widziały w tych zamysłach coś na kształt zamachu stanu. Ostatecznie postępowcy na własne oczy zobaczyli, że Kościół demokratycznie wybierany stałby się Kościołem Radia Maryja, i w sumie przestali się liczyć jako przeciwwaga dla konserwatystów. Środowiska postępowe nie mają zresztą zachodniemu Kościołowi niczego do powiedzenia, czego by on sam przez lata nie mówił i czego by sam na własnej skórze nie doświadczył.
Zamiast nieudanego kopiowania doświadczeń Zachodu wolę już katolicką cepelię z Licheniem (polskim odpowiednikiem Disneylandu), z procesjami Trzech Króli, z papieską kremówką. I nawet z pachnącymi plastikiem "medytacjami dla ludzi biznesu" prowadzonymi przez pewien bardzo szanowny i coraz bardziej skomercjalizowany zakon. Do zbawienia nie jest mi to wcale potrzebne - ani nie jest potrzebne nikomu. Jednak Polska bez tradycji związanych z krzyżem to jak Hiszpania bez korridy, a Maroko bez wielbłądów.
@RY1@i02/2012/135/i02.2012.135.18600020a.802.jpg@RY2@
wojciech górski
Jan Wróbel, dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu