Smuda odchodzi na zieloną trawkę. Krajobraz po nim nie wygląda źle
Następca trenera będzie musiał się spieszyć. Od września walczymy o awans do mistrzostw świata w Brazylii
Co wiemy po porażce 0:1 z Czechami poza tym, że będąc gospodarzem, nie potrafiliśmy wyjść z najsłabszej grupy Euro 2012? Przede wszystkim to, że jeśli kogoś przerosły mistrzostwa, to głównie Franciszka Smudę. Trenerem niby jest dobrym, utytułowanym. Praca w klubie i w reprezentacji to jednak dwie zupełnie inne bajki. Tu nie da się "na nos" - jak to złośliwie ujął jeden z dziennikarzy, czekający w niedzielę na zawodników pod hotelem Hyatt.
Różnicę pomiędzy Smudą a selekcjonerem Czechów widać było jak na dłoni, po tym jak obaj reagowali na przebieg wydarzeń na boisku. Czechom wystarczał w sobotę remis, więc przez pierwsze 45 minut skupiali się głównie na obronie własnej bramki (możemy tylko żałować, że nasi piłkarze nie wykorzystali szans, jakie mieli przez pierwsze 20 minut). Gdy jednak w przerwie okazało się, że nasi rywale też muszą wygrać (bo Grecy prowadzą 1:0 z Rosją), Michal Bilek w kwadrans przeorganizował zespół.
I choć nie dokonał przy tym żadnej zmiany, w drugiej połowie zobaczyliśmy zupełnie innych Czechów. Nagle się okazało, że bez Tomasza Rosicky’ego też potrafią grać ofensywnie i nie było w tym przypadku. Widać było, że Czesi mieli po prostu solidnie przećwiczone różne warianty. Czy Polacy również? Tu można mieć wątpliwości. Zwłaszcza jeśli się pamięta upór, z jakim nasz selekcjoner odkładał na później ćwiczenie stałych fragmentów gry.
On niby też próbował coś zmienić, ale przypominało to błądzenie po omacku (czego były efekty). Tak samo jak w meczu otwarcia, gdy uparcie trzymał na boisku podstawową jedenastkę. Tłumaczył, że po czerwonej kartce dla Wojciecha Szczęsnego kolejne zmiany mogłyby zdestabilizować zespół. Trener Greków Fernando Santos był w identycznej sytuacji (po czerwonej kartce dla Sokratisa Papastathopoulosa) i jakoś nie bał się zaryzykować. A ze zmianami trafił w dziesiątkę, bo Dimitris Salpingidis strzelił gola i wywalczył rzut karny. Ot, drobna różnica między lekarzem a... znachorem.
Patrząc, z jakim uporem Smuda trzymał się jednego schematu, można było przypomnieć sobie sytuację sprzed jedenastu lat, gdy prowadzona przez niego Wisła Kraków walczyła z Barceloną w eliminacjach do Ligi Mistrzów. W pierwszym meczu, przy Reymonta, Katalończycy wygrali 4:3. W rewanżu na Camp Nou trener... zabronił piłkarzom przekraczać połowę. Tak się bał kompromitacji. Już wówczas można było dojść do wniosku, że nasz selekcjoner nie jest wcale takim twardzielem, na jakiego pozuje.
Można podejrzewać, że nawet taktyka z trzema defensywnymi pomocnikami (za którą chwalono Smudę po meczu z Rosją) była bardziej dziełem przypadku niż przemyślanym działaniem. Trochę w myśl powiedzenia: tonący brzytwy się chwyta. Ile razy wcześniej za jego kadencji rozpoczęliśmy mecz w takim zestawieniu? Raz. W październiku ubiegłego roku, w zremisowanym 2:2 meczu z Koreą Płd.
Ktoś może powiedzieć, że po prostu mamy słabszych piłkarzy niż Czesi. Może coś w tym jest - jeśli Jose Mourinho oglądał przypadkiem sobotni mecz, to z pewnością szanse Łukasza Piszczka na transfer do Realu Madryt mocno zmalały - taką szkołę dali mu w sobotę David Limbersky do spółki z Vaclavem Pilarzem. Rafałowi Murawskiemu sporo brakuje do Giorgosa Karagounisa (bohater toczącego się równolegle meczu Grecji z Rosją). Podobnie jak Kamilowi Grosickiemu do Petra Jiraczka. W ogóle trzeba postawić sprawę jasno i przyznać, że niektórych naszych zawodników Euro też trochę przerosło. Nie tylko tych wyżej wymienionych.
Z drugiej strony Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski to piłkarze europejskiego formatu. Podobnie jak obaj bramkarze: Wojciech Szczęsny i Przemysław Tytoń. Solidnym stoperem okazał się w ostatecznym rozrachunku Damien Perquis, a w środku pola możemy liczyć na Eugena Polanskiego i Dariusza Dudkę. Jest Maciej Rybus... Jeśli formę odzyskają Adrian Mierzejewski i Sebastian Boenisch, to spokojnie da się z tych piłkarzy stworzyć zespół, który powalczy o awans do mistrzostw świata w 2014 r. Jest tylko jeden warunek - ktoś musi odpowiednio poustawiać ich na boisku, bo jedna jaskółka (czytaj: mecz z Rosją) wiosny jeszcze nie czyni. Grając tak jak w drugiej połowie z Grecją i Czechami, nie mamy czego szukać w rywalizacji z Anglią czy nawet z Ukrainą.
Czasu jest mało, bo już 7 września rozpoczynamy walkę o mundial wyjazdowym meczem z Czarnogórą. Później zagramy u siebie z Mołdawią, a potem (16.10) podejmiemy u siebie Anglików.
A tak już całkiem na koniec: marne to może pocieszenie, ale... Skoro my czujemy się rozczarowani, to co mają powiedzieć Rosjanie?
@RY1@i02/2012/116/i02.2012.116.00000070c.802.jpg@RY2@
Tomasz Wantula/Edytor/net
Turniej przerósł głównie Smudę
Hubert Zdankiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu