Z pesymizmu w nadmierny optymizm. To jeszcze nie koniec kryzysu
W ostatnią niedzielę Christine Lagarde, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, występując na China Development Forum 2012, wskazała, że obecny nastrój i perspektywy gospodarcze są nieco bardziej komfortowe niż podczas jej poprzedniej listopadowej wizyty w Państwie Środka. Jej zdaniem chmury, które zebrały się nad światową gospodarką, zaczynają się rozrzedzać, szczególnie za sprawą działań podjętych w Europie, ale również dzięki poprawie sytuacji w realnej gospodarce USA. Jednocześnie wskazała na to, że epicentrum ryzyka wciąż znajduje się na Starym Kontynencie, i choć nakreślona ścieżka działań jest właściwa, jest jeszcze wiele pracy do wykonania, a rynki są wyjątkowo nerwowe. Do tego obrazu należałoby dołożyć ryzyko znacznego wzrostu cen ropy. Rynki wschodzące są czynnikiem stabilizującym dzięki swej potędze wzrostu. Cały ten opis, choć brzmi optymistycznie, pokazuje, jak bardzo napięta i niepewna wciąż jest sytuacja. Podkreślam tę kwestię, gdyż można zaobserwować, że z czarnego pesymizmu świat wchodzi w hurraoptymizm. A skrajności nie sprzyjają chłodnej i racjonalnej ocenie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.