Alternatywa dla atomu: tysiące drobnych producentów
Zapowiadane wielomiliardowe inwestycje, niepokój przed protestami społeczności lokalnych, gry lobbystów i starcia wielkich korporacji z szefami mocarstw w tle - nie jest to fabuła kolejnej powieści sensacyjnej Toma Clancy’ego. Tak wygląda w roku 2012 atmosfera wokół rozpoczęcia programu budowy elektrowni atomowych w Polsce
Zaznaczę na wstępie: nie obawiam się, że uruchomienie takiej siłowni może stanowić zagrożenie dla ludzi czy środowiska, choć nie wszyscy podzielają ten pogląd. Mój niepokój wiąże się z czymś innym. Rozpoczęcie takiej inwestycji ściągnie do Polski wszystkich pseudoekologów zainteresowanych szumem medialnym i happeningami, organizowanymi pod pretekstem ochrony środowiska.
Co więcej, inwestycja jest związana z ogromnymi kosztami. Powstanie siłowni o mocy 3,6 GW wiązać się będzie z wydatkiem sięgającym 50 mld zł. Trudno będzie znaleźć tak ogromną kwotę - na pewno nie ma jej PGE. Wielu bankowców już dziś powątpiewa w zorganizowanie finansowania przez banki.
Dlaczego jednak cały czas tkwimy w myślowych schematach, według których potrzeby energetyczne kraju muszą zaspokajać ogromne bloki, od których buduje się kosztowne sieci przesyłowe? Nowoczesne podejście może wyglądać zupełnie inaczej. W całym kraju powstają tysiące lub setki tysięcy małych producentów energii, którzy wytwarzają energię na własne potrzeby, a nadwyżki sprzedają swoim sąsiadom. Można to zrealizować, wykorzystując mikrokogenerację, czyli skojarzoną produkcję energii cieplnej i energii elektrycznej w oparciu o urządzenia małych mocy. Takie urządzenia będą stawały się coraz bardziej popularne, w miarę jak będą spadały ich ceny.
W Polsce co roku wymienia się blisko 400 tys. kotłów grzewczych, z czego prawie 100 tys. to nowoczesne kotły kondensacyjne. A więc ok. 100 tys. konsumentów rocznie jest już dziś gotowe do zainwestowania w bardziej wyrafinowane urządzenia. Możemy założyć, że w ciągu kilkunastu lat milion spośród 14 milionów gospodarstw domowych w naszym kraju może zainstalować urządzenia do mikrokogeneracji o mocy do 5 kW. W wyniku tego uzyskamy dodatkowe 5 GW mocy.
Zwróćmy także uwagę na obszary wiejskie, gdzie jest 1,5 mln gospodarstw rolnych. Gdy jedynie 100 tys. z nich zainwestuje w małe biogazownie (o mocy 50 kW), powstaje kolejne 5 GW mocy z odnawialnej energetyki rozproszonej. W ten sposób możemy zaspokoić niedobory.
Ale oczywiście potrzebne jest dostosowanie prawa w taki sposób, aby te mikroźródła mogły być łatwo podłączone do sieci na podstawie posiadanych certyfikatów i mogły oferować nadwyżki. Ten prąd naprawdę może popłynąć, tylko państwo powinno - poprzez zachęty finansowe - stymulować rozwój rynku rozproszonej energii, tak jak wspiera OZE, czyli odnawialne źródła energii.
Możemy wtedy liczyć na niższe rachunki za energię, obniżenie zużycia paliw, redukcję emisji zanieczyszczeń czy też eliminację strat przesyłowych. I to wszystko bez straszenia nas sensacjami jak ze szpiegowskiej powieści.
@RY1@i02/2012/035/i02.2012.035.00000120d.802.jpg@RY2@
Sylwester Śmigiel, prezes Gaspolu, członek zarządu Europejskiej Organizacji Gazu AEGPL
Sylwester Śmigiel
prezes Gaspolu, członek zarządu Europejskiej Organizacji Gazu AEGPL
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu