Euro 2012, czyli maleją szanse na sukces
Z tym, że z infrastrukturą na Euro 2012 prawie nic nie będzie tak, jak szumnie zapowiadano, dawno się pogodziliśmy. Już przed czterema laty, gdy ówczesny minister Cezary Grabarczyk na fali PR-owej ofensywy rządu zapowiadał, że w trakcie mistrzostw będzie można jeździć m.in. ekspresówką z Warszawy do Białegostoku czy Gdańska albo z Wrocławia do Poznania, co bardziej racjonalnie myślący powątpiewali w tak optymistyczne scenariusze. Nie do końca mieściło się też w głowie, że w tak krótkim czasie powstaną nowe dworce kolejowe (np. w miejsce warszawskiego Centralnego) czy druga linia metra w stolicy. Gdy okazało się, że większość tych zapowiedzi można włożyć między bajki, rozczarowania wielkiego nie ma.
Organizatorzy Euro 2012 muszą przełknąć jeszcze jedną gorzką pigułkę. Otóż z najnowszych szacunków wynika, że do Polski wybiera się znacznie mniej kibiców, niż zakładano. A to oni wydają się ostatnią deską ratunku, żeby jednak można było odtrąbić sukces turnieju. Mieli masowo przyjechać (mówiło się o milionie osób), zaznać naszej gościnności, skosztować doskonałej kuchni, pobawić się w pubach. A po powrocie do domu mieli zachwalać sąsiadom i znajomym zalety naszego kraju - że wprawdzie w korku postoisz, w koleinę wpadniesz, pociągi niezbyt nowoczesne, pani w okienku w obcym języku ledwo duka, ale atmosfera wspaniała, ludzie przyjaźni, warto się wybrać choćby na weekend. A prognozy mówią, że ci nieliczni kibice, którzy się do Polski wybiorą, szybko przyjadą, mecz obejrzą - prawda, na pięknych stadionach - wypiją piwko w strefie kibica i większość zaraz się zmyje. Sukcesu może nie być. Pod znakiem zapytania stają analizy mówiące o 30 mld zł, które turniej dorzuci do PKB w tym roku.
Ktoś powie, że sukcesem jest to, że wybudowaliśmy kilkaset kilometrów autostrad i dróg ekspresowych, wyremontowaliśmy kilka dworców, powstają lotniska. Ale czy obowiązkiem dużego, europejskiego kraju, wspieranego pieniędzmi z UE, nie było budowanie dróg, bez względu na to, czy organizuje jakiś turniej, czy nie?
Problem będzie też ze wspomnianymi stadionami. Bo we Wrocławiu, w Gdańsku i Poznaniu drużyny ligowe nie są w stanie zapełnić ich co tydzień kibicami, a pozostawiony sam sobie warszawski gigant będzie chyba musiał złożyć ofertę handlarzom, żeby znów rozstawili stragany.
@RY1@i02/2012/026/i02.2012.026.00000020b.802.jpg@RY2@
Łukasz Korycki, zastępca redaktora naczelnego
Łukasz Korycki
zastępca redaktora naczelnego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu