Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

IKE i IKZE to słabe lekarstwo na ostrą chorobę systemu emerytalnego

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Zgłoszone w expose premiera rządowe propozycje podwyższenia wieku emerytalnego i ostatnie dyskusje na tematy ekonomicznej wydolności obecnego systemu zabezpieczenia emerytalnego zwróciły uwagę na problem efektywności tzw. trzeciego filaru.

Nie ulega wątpliwości, że malejący odsetek ludności w wieku produkcyjnym - a więc grupy zasilającej swoimi składkami powszechny system emerytalny, czyli tzw. pierwszy filar (emerytura z ZUS) - w stosunku do grupy korzystającej ze świadczeń z ZUS, jest trwałą tendencją. Wynika to ze znanych w Europie, a w Polsce szczególnie jaskrawo widocznych problemów demograficznych. Tym samym więc potencjalna wysokość - już nawet nie satysfakcjonującego, a jedynie umożliwiającego egzystencję - świadczenia z ZUS będzie sukcesywnie malała. Bez radykalnych kroków, w rodzaju ogólnego podwyższenia wieku emerytalnego, utrzymanie tzw. stopy zastąpienia, a więc procentu ostatniego wynagrodzenia otrzymywanego jako emerytura, będzie raczej niemożliwe.

Logiczne więc - i wysoce pożądane - byłoby zdecydowane wzmocnienie tzw. trzeciego filaru, tworzonego przez indywidualne konto emerytalne (IKE) i indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) oraz - dopiero raczkujące Pracownicze Programy Emerytalne (PPE). Na temat zaktywizowania i podatkowego uatrakcyjnienia konstrukcji IKE pisałem już na tych łamach kilkakrotnie. Problem polega na tym, że konstrukcja IKE - znana już od dobrych kilku lat - nie jest zbyt atrakcyjna dla przyszłych emerytów, gdyż nie daje pełnego zwolnienia podatkowego wpłacanych kwot, a jedynie powoduje przesunięcie momentu opodatkowania w czasie. Cząstkową ulgę w postaci zwolnienia z podatku Belki można w tej analizie praktycznie pominąć.

Zamiast oczekiwanych kilku milionów uczestników tego programu - jest więc ich obecnie zaledwie kilkaset tysięcy i nie widać na horyzoncie perspektyw znaczącego wzrostu tej formy oszczędzania na emeryturę. Czyli - góra urodziła przysłowiową mysz, a bomba w postaci finansowej niewydolności funduszu ubezpieczeń społecznych, z którego dokonywane są wypłaty, tyka coraz głośniej. Można się obawiać, że podobna reakcja spotka również IKZE. Podobnie bowiem jak i w przypadku IKE, maksymalne wpłaty na IKZE są dość ograniczone, a wypłaty będą podlegały opodatkowaniu. W konsekwencji więc znów teoretyczną korzyścią dla podatnika jest przesunięcie momentu opodatkowania dochodu na przyszłe okresy, czyli do momentu faktycznej wypłaty z IKZE.

W mojej ocenie obie omawiane konstrukcje, czyli zarówno IKE, jak i IKZE, pozbawione są atrakcyjnego elementu w postaci silnego, zdecydowanego bodźca podatkowego, oddziałującego na wyobraźnię - i podatkową kalkulację - szerszej grupy podatników, tak aby stał się on podatkowym hitem, tak jak to miało miejsce swego czasu w odniesieniu do prywatnych rent, darowizn itp.

Ograniczenia w konstrukcji IKE i IKZE i brak pełnego, czyli definitywnego zwolnienia podatkowego dla wpłacanych kwot wyraźnie osłabiają zamierzony efekt, jakim w zamierzeniach było i nadal jest zmotywowanie podatników do indywidualnej troski o przyszłe emerytury.

Podsumowując - ciężka i coraz ostrzejsza choroba systemu emerytalnego została już prawidłowo rozpoznana, lecz proponowane przez kolejne rządy lekarstwa są ewidentnie zbyt słabe...

Zarówno IKE, jak i IKZE pozbawione są atrakcyjnego elementu w postaci silnego, zdecydowanego bodźca podatkowego

@RY1@i02/2012/025/i02.2012.025.07100020d.802.jpg@RY2@

Dr Janusz Fiszer partner PwC, docent Uniwersytetu Warszawskiego

Dr Janusz Fiszer

partner PwC, docent Uniwersytetu Warszawskiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.