Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Argumentum ad Hitlerum

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Słyszeli państwo o prawie Godwina? Głosi ono, że "im dłużej trwa dyskusja, tym bardziej prawdopodobieństwo, że jeden z adwersarzy zostanie porównany do Hitlera, dąży do 1". Książka znanego w USA konserwatywnego publicysty Jonaha Goldberga to kolejny dowód na prawdziwość tej zależności.

"W lewicowym faszyzmie" Goldberg dowodzi, że lewicowość (zwana w amerykańskiej frazeologii politycznej liberalizmem) ma te same ideowe korzenie, co włoski faszyzm oraz niemiecki nazizm. I nie ma większego znaczenia, czy mówimy tu o lewicowości obyczajowej, czy też ekonomicznej.

Operując na przykładach amerykańskich, Goldberg tropi faszystowskiego bakcyla u prezydenta Woodrowa Wilsona (tego, który stworzył kompleksowy plan nowego ładu po I wojnie światowej). Faszystowski był też jego zdaniem państwowy interwencjonizm z czasów Nowego Ładu Franklina Delano Roosevelta. Faszyzują w latach 60. ruchy antywojenne i domagające się emancypacji czarnych Amerykanów. Podobnie jak John F. Kennedy i jego następca (a zarazem twórca amerykańskiego państwa opiekuńczego) Lyndon Johnson. Dziś zainfekowani bakcylem są już na dobrą sprawę wszyscy. Od czytelników "New York Timesa", poprzez ekologów, organizacje pozarządowe walczące z otyłością dzieci, zwolenników wprowadzenia zakazu palenia w miejscach publicznych, po Hillary Clinton i Baracka Obamę (książka ukazała się w styczniu 2008 r., a więc jeszcze przed rozstrzygnięciem, kto będzie kandydatem demokratów w wyścigu do Białego Domu). Faszystami nie są natomiast przedstawiciele obozu konserwatywnego - amerykańska prawica religijna oraz zdeklarowani libertarianie. Przede wszystkim to skrajne skrzydło Partii Republikańskiej, które jest przez media głównego nurtu najczęściej oskarżane o brunatne i totalitarne ciągoty.

Jonah Goldberg jest bez wątpienia autorem wybitnym. Jego erudycyjną i dowcipną książkę czyta się bardzo dobrze. Z "Lewicowym faszyzmem" mam tylko jeden problem. Polega on na tym, że jest to książka wtórna. Bo czy dla człowieka znającego historię XX w. jest aż tak wielką nowością, że faszyści i naziści byli zwolennikami etatyzmu i interwencji państwa w gospodarkę? Albo że nie podobał im się wolny rynek, który (podobnie jak większość ówczesnych społeczeństw) uważali za głównego winowajcę kryzysu lat 30. Nie chcę - broń Boże - obrażać inteligencji amerykańskich czytelników "Lewicowego faszyzmu", ale prezentowane w tej książce odkrycia aż tak szokujące nie są. Z Goldbergiem jest trochę jak z polskimi niepokornymi. Cieszę się, że są, ale mogliby czasem poważyć się na tezę naprawdę świeżą, zamiast w kółko epatować tym, jacy to są niepokorni. Notabene ten faszystowski "New York Times" w ramach kurtuazji charakterystycznej dla mediów faszystowskich wpuścił książkę Goldberga na pierwsze miejsce tamtejszej listy bestsellerów.

Na koniec słowo o Leszku Balcerowiczu, który opatrzył polskie wydanie "Lewicowego faszyzmu" wstępem. Jako czołowy polski hayekista od lat konsekwentnie głosi, że każda interwencja państwa w gospodarkę zwiększa ryzyko osunięcia się w totalitaryzm. W tym sensie nie dziwię się, że książka Goldberga (choć zdecydowanie mało ekonomiczna) podoba się Balcerowiczowi. Dziwię się tylko, że krytykując pomysły etatystyczne, tak łatwo sięga po "argumentum ad Hitlerum". Mnie jest zdecydowanie bliżej do zasady wynikającej z prawa Godwina: "Nazista i faszysta to słowa mocne i historycznie obciążone. Dlatego należy używać ich oszczędnie. Czy nie sensownie byłoby więc wprowadzić zasadę, że w trakcie dyskusji ten, kto pierwszy porówna swojego adwersarza do nazisty, automatycznie... przegrywa spór".

@RY1@i02/2013/236/i02.2013.236.000002800.802.jpg@RY2@

Jonah Goldberg, "Lewicowy faszyzm (ze wstępem Leszka Balcerowicza)", Zysk i S-ka, Poznań 2013

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.