Ostrożnie z pomocą
Coraz więcej dzieci w Polsce rodzi się w nieślubnych związkach - alarmuje Instytut Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego. W niektórych powiatach ta liczba sięga już połowy urodzeń. Podstawowe powody odpowiedzialne za tę sytuację same się nasuwają na myśl: są to bieda, bezrobocie i zwykła zmiana obyczajów. Jednak wśród winowajców pojawia się też lekarstwo na przynajmniej dwa z tych problemów: pomoc społeczna. Polacy wiedzą, że samotne wychowywanie dziecka to prosta droga do otrzymania zasiłku. Wygląda więc, że to błędne koło. Bieda wpływa negatywnie na dzietność, a próba wyrwania z biedy tych najbardziej na nią narażonych zwiększa jeszcze ich liczbę.
Do takich wniosków doszli zwolennicy tezy, że to właśnie pomoc społeczna zniszczyła stabilne, czarne rodziny w Ameryce. Do takich osób należy np. jeden z rzadkich przypadków czarnego konserwatysty - Thomas Sowell. Narracja przez niego wysuwana wygląda dramatycznie. Czarne rodziny przetrwały nieprawdopodobne tragedie: niewolnictwo, Wielki Kryzys i II wojnę światową. Do końca lat 40. liczba nieślubnych dzieci wśród czarnych i białych rodzin zmieniała się w podobnym tempie. Jednak od lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych liczba samotnych matek wśród czarnej społeczności zaczęła znacznie odskakiwać od średniej wśród białych. Jedną z głównych przyczyn ma być właśnie zwiększenie pomocy społecznej wobec czarnej społeczności, m.in. program Wojna z Biedą (lata 60.). Uzależnienie od zasiłków zniechęcało do aktywnego życia zawodowego i zachęcało do samotnego wychowywania dzieci. Niewykluczone, że obarczenie rządu amerykańskiego pełną odpowiedzialnością za wzrost nieślubnych dzieci w czarnych rodzinach jest przesadą. Lata 60. to również okres znaczących przemian obyczajowych. Jednak istnieje ryzyko, że w tej historii jest ziarnko prawdy, a morał z niej wynikający obserwujemy od dwóch dekad w biednych regionach Polski.
Niemniej lekcja nie musi polegać na likwidacji zasiłków dla samotnych rodziców. Jeśli jednak system opieki socjalnej ma zachęcać do tworzenia stabilnych małżeństw, a nie ich rozbijania, hierarchia zachęt powinna być raczej odwrotna. Samotne matki powinny być wspierane, ale oboje rodzice wychowujący dziecko - jeszcze bardziej.
@RY1@i02/2013/231/i02.2013.231.000002700.802.jpg@RY2@
Jan Wróbel dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu