Realny e-problem
Jakąś dekadę temu zaczęliśmy w mozole budować e-państwo. Okazuje się, że jeśli ktoś miał nadzieję, że taki nowy sektor jak informatyzacja nie zostanie skażony tak tradycyjną przypadłością jak korupcja, to bardzo się mylił. Przeciwnie. Stosunkowo wąski krąg podmiotów, które takiego zadania się mogły podjąć, i ograniczona liczba dobrze finansowanych projektów sprzyjały wytworzeniu całego mechanizmu przestępczego. Wczorajsze zatrzymania są tylko odpryskiem zjawiska zwanego e-aferą.
Przedmiotem korupcji w różnych urzędach państwowych były kompletnie różne zamówienia, od dużych systemowych projektów informatycznych po, nazwijmy je, epizodyczne, jak obsługa prezydencji. To zresztą z jej powodu nastąpiły wczorajsze zatrzymania. Ale w każdym przypadku korupcja oznacza nie tylko zmarnowane pieniądze podatników, lecz także opóźnione projekty i groźbę zwrotu euro z Brukseli. Efekt: zamiast e-państwa mamy e-problem. Paradoksalnie to nowe technologie ułatwiły stworzenie systemu korupcji, który w przypadku bardziej tradycyjnych zamówień publicznych z powodu dużej konkurencji był nierealny. Okazało się, że know-how wielkich koncernów informatycznych dotyczyło także korumpowania urzędników. Ale prawdziwymi winnymi są politycy i urzędnicy, których nadzór nad kontraktami okazał się iluzoryczny. Przypomina się smutny wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego (dostępny zresztą w e-wydaniach) o przedwojennej polityce.
"Chce pan naprawić błędy systemu?
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Był tu już taki dziesięć lat temu.
(skumbrie w tomacie pstrąg)...".
@RY1@i02/2013/224/i02.2013.224.00000020a.802.jpg@RY2@
Grzegorz Osiecki zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Grzegorz Osiecki
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu