Fatamorgana emerytalna z OFE w tle
Przez wiele lat składki płacone przez przedsiębiorstwa państwowe trafiały do wspólnego worka w ZUS. Nikt z zatrudnionych specjalnie się nie przejmował, ile wynosiła taka kwota, bowiem i tak państwo było gwarantem wypłaty emerytury. Beztroska związana ze sposobem zbierania i wydania pieniędzy przyszłych emerytów była tak duża, że dopiero po 1989 roku okazało się, że kolejne rządy chętnie pożyczały środki na wypłaty świadczeń na zakup czołgów czy samolotów.
Wszystko to spowodowało, że reforma przeprowadzona w 1999 roku spotkała się z przychylnym przyjęciem większości środowisk w Polsce. Najlepsze recenzje zbierały otwarte fundusze emerytalne (OFE). Po raz pierwszy bowiem w powojennej historii osoby płacące na przyszłą emeryturę do OFE mogły decydować, co się będzie działo z ich pieniędzmi po ich śmierci. Przy okazji wokół dziedziczenia środków narosło wiele nieporozumień. Nie wszyscy bowiem zapisując się do II filaru zrozumieli, że dziedziczenie dotyczy wyłącznie okresu oszczędzania, a jeśli członek OFE za zgromadzone pieniądze wykupi dożywotnią emeryturę, to już jego rodzina nie ma co dziedziczyć. I tak oto wkroczyliśmy do świata pseudodziedziczenia.
Eksperci z zakresu ubezpieczeń wskazują, że wprowadzenie dziedziczenia w fazie oszczędzania jednostek rozrachunkowych związane było z tym, że wchodzą one w skład mienia członka OFE. Z kolei działalność OFE jest typową działalnością o charakterze inwestycyjnym, a nie ubezpieczeniowym. Ta subtelna różnica nie dla wszystkich zrozumiała miała być formą zachęty dla ubezpieczonych do wyboru oszczędzania w OFE w 1999 roku.
Obecnie rząd próbuje przekonać ubezpieczonych, że prawo do dziedziczenia środków przekazanych z OFE na subkonto będzie nadal obowiązywać. Co więcej, możliwa będzie ich wypłata wskazanym spadkobiercom w czasie pierwszych trzech lat od przejścia na emeryturę. Pojawia się jednak mały problem. Propozycja zmian w sposobie oszczędzania na emerytury w OFE zakłada bowiem, że pieniądze z tej formy oszczędzania będą trafiać na specjalne subkonto w ZUS. I tu zaczyna się większy problem. Bez względu jak nazwać ten fundusz gromadzący środki z II filaru, znajduje się on w ZUS. Istnieje więc realna groźba, że środki przelane z OFE do ZUS tak naprawdę zostaną włączone do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS).
O tym, że taka groźba jest całkowicie realna, może świadczyć fakt obniżenia w 2011 roku wysokości składek trafiających do OFE. I dlatego rząd utworzył subkonto w FUS oraz nazwał je częścią systemu kapitałowego, mimo ich repartycyjnego charakteru. Elementem podtrzymania tej fikcji było wprowadzenie dziedziczenia zapisów księgowych na tym subkoncie na takich samych zasadach jak w przypadku jednostek rozrachunkowych w OFE. Tyle tylko, że zapisy na subkoncie trudno uznać za składniki mienia ubezpieczonego, gdyż ich charakter prawny jest dokładnie taki sam, jak w przypadku zapisów na koncie ubezpieczonego w FUS. A co to oznacza? Że powstała wątpliwej jakości konstrukcja prawna. Taka fatamorgana dziedziczenia, która tak naprawdę jest wyłomem w klasycznych zasadach dziedziczenia. Trzeba bowiem pamiętać, że dziedziczeniu podlegają jedynie prawa i obowiązki majątkowe zmarłego.
I tak rząd nam funduje miraż. Skoro subkonta są elementem systemu o charakterze ubezpieczeniowym, a nie inwestycyjnym, to tak naprawdę nie ma żadnych argumentów za tym, żeby faktycznie mieć prawo do ich dziedziczenia. Dlaczego więc rząd teraz na lewo i prawo powtarza to hasło? Żeby nie było buntu ubezpieczonych, którzy zamiast dobrowolności oszczędzania w OFE mają przed sobą wizję przymusy bycia z ZUS. I w taki sposób znów wszystko będzie w jednym worku.
@RY1@i02/2013/220/i02.2013.220.21700020b.802.jpg@RY2@
Bożena Wiktorowska dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Bożena Wiktorowska
dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu