Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Tworzymy społeczeństwo na podsłuchu

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Milczenie naszych zwykle bardzo rozmownych polityków na temat rewelacji amerykańskiego whistleblowera Edwarda Snowdena i ujawnionej przez niego skali programów inwigilacji prowadzonej na zlecenie rządów USA oraz Wielkiej Brytanii jest dość szokujące.

Zgodnie z art. 6 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej "każdy ma prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego". Z kolei art. 7 stanowi, że "każdy ma prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, domu i komunikowania się". A według art. 8 "każdy ma prawo do ochrony danych osobowych, które go dotyczą".

Te prawa nie zostały zapisane w karcie przypadkowo. Historia dowiodła, że ich przestrzeganie jest konieczne, jeśli chcemy żyć wolni w demokratycznym społeczeństwie. Wybieramy polityków, żeby bronili naszych praw, a jeśli są one naruszane, powinni w naszym imieniu reagować. Politycy nie zrobili tego (do momentu, kiedy się okazało, że sami byli obiektami inwigilacji) i dlatego są winni współudziału w nielegalnych działaniach.

Szpiegowanie i inwigilacja niszczą zaufanie ludzi do siebie nawzajem i do państwa. Niszczą kapitał społeczny. Szpiegujący znajdują się pod presją politycznych mocodawców, którzy żądają dowodów usprawiedliwiających istnienie służb prowadzących inwigilację. W rezultacie służby węszą spiski tam, gdzie ich nie ma, i wdzierają się w życie obywateli bez legalnego i moralnego usprawiedliwienia. Na przykład w Wielkiej Brytanii agenci tajnej policji są obecni w wielu społecznych organizacjach i grupach aktywistów. W niektórych przypadkach celowo uwodzili członkinie organizacji społecznych, żeby wyciągać z nich informacje (11 kobiet podało rząd do sądu z tego powodu). Żadna z inwigilowanych organizacji nie należała do kategorii zagrażających bezpieczeństwu publicznemu, zaś wielu agentów pełniło funkcje prowokatorów.

Dlatego wymowne milczenie rządu i opozycji na temat programów inwigilacji realizowanych przez Stany Zjednoczone i mój własny kraj, Wielką Brytanię, w stosunku do własnych obywateli i obywateli innych państw jest haniebne. Lekceważąca ironia polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w odpowiedzi na prośbę Edwarda Snowdena o azyl, po tym jak Stany Zjednoczone praktycznie pozbawiły tego ostatniego obywatelstwa, była arogancka i niegodna. Była też głupia, ponieważ teraz jest oczywiste, że znaczna część działalności amerykańskich służb nie miała nic wspólnego z bezpieczeństwem, za to dużo z dbaniem o amerykańskie interesy gospodarcze i polityczne.

Telefon komórkowy kanclerz Angeli Merkel był na podsłuchu przez co najmniej 10 lat (ewidentnie była podejrzewana o terroryzm i rozmawiała z mnóstwem podejrzanych osób). Tygodnik "Der Spiegel" dowiedział się o tym od niezarejestrowanej agencji wywiadowczej (rozczulające manipulowanie językiem ze strony Amerykanów, bo właściwe określenie brzmi "nielegalnej"). W ambasadzie USA w Berlinie NSA i CIA podsłuchiwały rozmowy w dzielnicy rządowej, używając najnowszych technologii. Według otrzymanego przez "Der Spiegel" dokumentu z 2010 r. podobne biura istniały w 80 miejscach, w tym w Paryżu, Madrycie, Rzymie, Genewie i Frankfurcie. Można by zapytać, czy taki oddział znajdował się również w Warszawie. Mógł być niepotrzebny, skoro szef MSZ tak bardzo chciał utrzymać przyjacielskie stosunki z sojusznikiem.

Powiedzmy otwarcie, co się dzieje. Stany Zjednoczne za pośrednictwem Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) oraz Wielka Brytania za pomocą Centrali Łączności Rządowej (GCHQ) systematycznie szpiegują i nielegalnie podsłuchują w innych krajach rozmowy prywatnych osób, dyplomatów, polityków, prywatnych przedsiębiorców i kierownictwa państwowych spółek z jawnym naruszeniem prawa i bez najmniejszego szacunku dla praw innych państw i ich obywateli. Pretekstem są walka z terroryzmem i dbanie o bezpieczeństwo, ale w rzeczywistości to raczej dbanie o ekspansję swojej władzy i ekonomicznych interesów. Jakie usprawiedliwienie miało szpiegowanie przez GCHQ szczytu G20 lub podsłuchiwanie przez USA rozmów handlowych między przedstawicielami Europy i Ameryki Południowej?

Kolejne przecieki świadczą o powstawaniu społeczeństwa na podsłuchu. Amerykański program PRISM, w którym biorą udział giganci internetu, tacy jak Google, Microsoft i Facebook, oraz brytyjski program Tempora, zbierający dane w sieci, są tylko częścią wielkiego programu inwigilacji, który ma wpływ na każdego z nas. Na przykład wsparłem finansowo portal WikiLeaks i fundusz obrony Bradleya Manninga (analityk wywiadu, który przekazał WikiLeaks 250 tys. tajnych amerykańskich rządowych dokumentów; skazany na 35 lat więzienia - red.), ponieważ uważam, że ich rola w obnażaniu zbrodni wojennych jest bardzo ważna dla zachowania zdrowia zachodniej demokracji. Najpierw został zablokowany kontrolowany przez USA mechanizm przekazywania przelewów, teraz moje dane prawdopodobnie są zanotowane w jakimś tajnym komputerze. Mam też znajomego, który często podróżuje do Pakistanu i Afganistanu i podczas swoich wizyt spotkał kilka osób budzących podejrzenia. Świadomość bycia śledzonym to nieprzyjemne uczucie, nawet jeśli to nie jest prawda. Jednak są świadectwa tego, że technologia pozwala bardzo łatwo śledzić nasze życie i kontakty. (Niewykluczone, że popadam w paranoję, ale kiedy czytam "Guardiana", to na jednym temacie strona się zawiesza - "Śledzenie Merkel i Hollandea przez NSA", a używam przeglądarki Chrome od Googlea! I to się zdarza regularnie!).

Podobna inwigilacja doprowadza do utraty zaufania między państwem a obywatelami. Wzmaga cynizm i zniechęca do udziału w działalności politycznej, z której demokracja czerpie siłę. I to jest realne zagrożenie dla wyznawanych przez nas wartości, a nie zdesperowani amatorzy dający upust osobistej i politycznej frustracji poprzez wysadzanie innych ludzi lub rozmawianie o tym w internecie.

O istnieniu zagrożenia dobitnie świadczą atak brytyjskiego premiera Davida Camerona na dziennik "Guardian" za artykuły na temat Tempory oraz niedawna wypowiedź szefa NSA gen. Keitha Alexandra o konieczności ukrócenia publikacji na temat przecieków: "Musimy znaleźć sposób, żeby je powstrzymać". Wniosek z tej wypowiedzi jest przerażający, bo generał wzywa co najmniej do wprowadzenia międzynarodowej cenzury.

I w końcu, droga pani Merkel i drogi panie Tusku (można zakładać, iż polski premier należy do grona 35 przywódców, których telefony są podsłuchiwane, byłoby gorzej, gdyby został uznany za niewystarczająco ważnego i niewartego uwagi) - oboje zignorowaliście pierwsze przecieki świadczące o tym, że wasi obywatele są szpiegowani. Jak się czujecie, kiedy się okazało, że to dotyczy również was? Nieprzyjemne, nieprawdaż? Więc może warto ponownie rozpatrzyć prośbę o azyl człowieka, który miał odwagę powiedzieć nam, co się dzieje. To Edward Snowden. Zastanówcie się nad tym.

Inwigilacja doprowadza do utraty zaufania między państwem a obywatelami. Wzmaga cynizm i zniechęca do udziału w działalności politycznej, z której demokracja czerpie siłę. I to jest realne zagrożenie

@RY1@i02/2013/217/i02.2013.217.00000270a.803.jpg@RY2@

Timothy Clapham psycholog ekonomii Uniwersytet Warszawski

Timothy Clapham

psycholog ekonomii Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.