Urzędnicza armia ma dwa korpusy oficerskie
Gdyby zrealizować przedstawioną niedawno w artykule Artura Radwana ideę "zwycięzca bierze wszystko" (DGP, wyd. 203 z 18 października br.), znaleźlibyśmy się, jak na warunki amerykańskie, gdzieś w pierwszej połowie XIX w. - w każdym razie na pewno w okolicach rządów prezydenta Andrew Jacksona, który przeszedł do historii między innymi z powodu lekkiej ręki w zatrudnianiu "swoich". W administracji amerykańskiej obowiązywały różne zasady doboru współpracowników - od owego "zwycięzca bierze wszystko" aż po dzisiejsze 10 proc., bo taką ilość pracowników w podległym urzędzie może wymienić każdy szef urzędu - i to bez względu na miejsce w hierarchii: od sprzątaczki do dyrektora.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.