Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Najciekawsze są grube książki

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Opracowania sytuujące sprawę w szerszym kontekście to obowiązkowa lektura dla wszystkich, którzy maczają palce w stanowieniu prawa

Ewą Łętowską

Woli pani książki cienkie czy grube?

Grube. Zdecydowanie grube.

A nie jest tak, że wszystkie książki prawnicze są z zasady grube?

Właśnie nie! Gdy idzie o literaturę prawniczą, mamy dziś zaskakująco jednolity format. Większość materiału to są opracowania dogmatyczne, komentatorskie i niezbyt głębokie. A to, czego brakuje, to opracowania sytuujące sprawę w szerszym kontekście. To właśnie mam na myśli, mówiąc "książki grube". To lektura dla tych, którzy powinni prawo stosować. Dla sędziów, urzędników albo polityków maczających palce w stanowieniu prawa.

Jak rozpoznać taką "grubą książkę"?

To pozycje, które opowiadają o tym, jak w podobnych sytuacjach teoretycznych radzili sobie inni. W innych czasach albo krajach. Jakimi narzędziami się posługiwali. Mam w ręku jedną taką książkę. To jest praca Kamila Zaradkiewicza "Instytucjonalizacja wolności majątkowej. Koncepcja prawa podstawowego własności i jej urzeczywistnienie w prawie prywatnym".

Długaśny tytuł...

Ale książka gruba. I dobra. A jeśli ktoś zagląda do niej w poszukiwaniu prostego rozwiązania, to się zawiedzie. Bo traktuje o tym, jak się z pojęciem własności zmagali przez wieki prawnicy. Autor podczas lektury prowadzi mnie za rękę przez całe bogactwo literatury przedmiotu. Mówi mi, skąd się wzięły pojęcia dotyczące własności, które pojawiają się potem w konstytucji i kodeksie cywilnym. Dla prawnika czy legislatora takie książki to pozycje bezcenne. Niestety tego typu publikacje mają bardzo małe wzięcie. My wszystko interpretujemy tak, jak byśmy siedzieli w zamkniętym pudełku. A trzeba czasem spojrzenia z zewnątrz. Żebyśmy nie kręcili się ciągle wokół własnego ogona.

Jak to działa?

Pamięta pan wrzask wokół ustawy o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych za rażące naruszenie prawa z roku 2011, która powstawała przy szalonym aplauzie mediów? Jakże by się wówczas przydała jakaś gruba książka na ten temat. Od razu stałoby się jasne, że tego problemu w ogóle nie trzeba było regulować. Bo kwestia odpowiedzialności funkcjonariuszy była już uregulowana w istniejących przepisach. Problem polegał na tym, że nikt nie chciał tych przepisów realizować. No i co? Czy po dodaniu kolejnej ustawy na ten sam temat zwiększy się chęć ich realizacji? Szczerze wątpię! I zresztą już widać, że to nie działa.

Rozumiem, że to samo można powiedzieć o rządowych inicjatywach ustawodawczych w sprawie dopalaczy albo ostatnio wojny z kibicami.

Grube książki, o których mówimy, pozwalają na krytyczną ocenę bieżącej produkcji legislacyjnej naszego kraju. A zwłaszcza obecnie rządzących, którzy specjalizują się w takich zmianach przepisów, które w stu procentach dublują prawo już istniejące. Zresztą pogarda dla prawa, jaka charakteryzuje obecnie rządzące elity, jest olbrzymia. I nie tak znowu daleka od poziomu "dyktatury ciemniaków", którą pamiętamy sprzed 1989 roku.

Ostro...

Problem nie dotyczy zresztą tylko rządu czy ustawodawców. Również sędziów. Przecież sędziowie codziennie spotykają się ze sprawami, w których czują, że coś nie gra. Nie mogą znaleźć do sprawy odpowiedniego klucza. Wówczas sięgają zazwyczaj do baz danych i szukają tam casusów podobnych. Ale mogą w ten sposób przestrzelić. Bo po pierwsze casus może być podobny tylko pozornie. A po drugie rozstrzygnięcie mogło być nietrafne. Takie pójście po linii najmniejszego oporu może wprowadzić w fatalną koleinę, z której trudno jest już potem wyskoczyć. I tu nie ma co się zżymać na to, że ja tu mówię o jakichś akademickich książkach "nie wiadomo o czym". Trzeba takie czytać, żeby własnemu umysłowi dostarczyć paliwa. Bo ono się szybko wyczerpuje.

@RY1@i02/2013/168/i02.2013.168.00000230a.802.jpg@RY2@

MARCIN KALIŃSKI

Ewa Łętowska, prawniczka, pierwszy polski rzecznik praw obywatelskich, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.