Człowiek, któremu nie jest wszystko jedno
Zapewne znają państwo Emila Raua, tropiciela "straży biznesowej", strażników miejskich (gminnych) z fotoradarami, który w związku ze swoim hobby (tak określa prowadzoną przez siebie działalność; nie mylić z gospodarczą) często musi bywać w sądach. Pewnie też państwo wiedzą, że z 14 dotychczasowych procesów za ośmieszanie funkcjonariuszy wygrał już 10. Prawdopodobnie obiło się państwu o uszy, że trafia przed oblicze wymiaru sprawiedliwości, bo jest człowiekiem znienawidzonym przez straż miejską. Za to, że nagrywa wpadki, głupotę, nieróbstwo i łamanie prawa. Za to, że czyni z bohaterów swoich amatorskich produkcji gwiazdy YouTube’a. A także za to, że znajduje naśladowców i teraz żaden strażnik nie może się czuć bezpieczny, tzn. może, ale tylko wtedy, gdy właściwie wykonuje obowiązki, działa faktycznie w obronie praw mieszkańców, a nie przeciwko nim, nie przysypia w samochodzie, nie ustawia fotoradaru w krzakach, nie parkuje gdzie popadnie.
Sądzę, że państwo, podobnie jak ja, podziwiają hobby Emila Raua. Ba, solidaryzują się z nim, trzymają kciuki, by się nie zniechęcił w walce z bezsensownym pol owaniem na kierowców (za którym stoją pieniądze dla samorządów) i nieprawidłowościami w formacji, która została powołana do utrzymywania porządku publicznego w gminach i miastach oraz dbania o bezpieczeństwo ludzi, a której rola w wielu miejscach kraju została sprowadzona do wystawiania mandatów. Ja tak w każdym razie mam. Nie żebym była przeciwko konkretnym funkcjonariuszom, choć wywołują moją niechęć niedbalstwo, mściwość i próby zamknięcia ust aktywnemu obywatelowi. Zarzuty stawiam władzom lokalnym. To one wykrzywiły funkcjonowanie straży miejskiej (gminnej) tak, że zamiast liczyć na jej wsparcie, traktuję ją jako wroga publicznego nr 2 (nr 1 przypada w moim osobistym rankingu służbom państwowym, które świetnie sobie radzą z gnębieniem uczciwych obywateli, za to dużo gorzej z nieuczciwymi - ale to temat na osobny felieton). Uczciwie mówiąc, uważam, że niepotrzebna jest nam ponad 10-tys. armia funkcjonariuszy miejsko-gminnych do egzekwowania prawa drogowego, skoro mamy od tego policję. I podpisałabym się pod postulatem likwidacji straży miejskiej - w przeciwieństwie do Emila Raua - jeśli ma działać w takiej formie. Nie zrobiłabym tego jedynie wówczas, gdybyśmy zamiast przykładów straży pilnującej porządku i bezpieczeństwa w miastach i gminach mieli po prostu dobrze działającą w tych obszarach służbę, a nie tylko na drogach i parkingach. Jestem jednak dziwnie spokojna, że nikt takiego postulatu nie zgłosi, bo to przecież wiele miejsc pracy (co przy dużym obecnie bezrobociu jest nie lada argumentem) i atrybut władzy lokalnej. Jednak mam nadzieję, że Emilowi Rauowi, jego naśladowcom i Stowarzyszeniu Prawo na Drodze w końcu uda się przywrócić normalny stan. I mocno im kibicuję.
Emil Rau budzi mój podziw, bo chce wyciągać grzechy i grzeszki strażników na światło dzienne, podczas gdy większość z nas przymyka na to oko. Bo poświęca na to czas, na co niewielu by się zdecydowało. Bo ze spokojem bierze na siebie konsekwencje swojego działania, a komu by się tam chciało uczestniczyć w prowokacjach przeciwko sobie i ciągać się po sądach. Bo firmuje to wszystko własną twarzą, własnym imieniem i nazwiskiem, do czego potrzeba prawdziwej odwagi cywilnej. Nie jest zwykłym sygnalistą (kiedyś mówiono o takich osobach donosiciel), co to nagra filmik, a potem wrzuci go pod pseudonimem na YT i dostarczy na biurka osób, które mogłyby się zająć problemem. To strażnik obywatelski pro bono. Nie leżą mu na sercu własne korzyści czy interesy. Najzwyczajniej w świecie wkurzają go nieprzyzwoitość i postępowanie wbrew prawu. I z tym walczy, na swój własny sposób, zyskując poparcie wielu Polaków. W pojedynkę pokazał społeczeństwu, że można pójść na czołowe starcie z wypaczonym systemem i wygrywać na razie bitwy, a kto wie, czy nie całą wojnę. Najciekawsze jest to, że w tej wojnie (Rau pewnie by tego tak nie nazwał) wcale mu nie przyświeca cel, aby straż miejska zniknęła, lecz aby zajęła się tym, do czego została powołana. Jest w tym konsekwentny jak mało kto. Bo najzwyczajniej w świecie nie jest mu wszystko jedno.
Gloryfikuję Emila Raua? Może. Ale niezwykle podoba mi się postawa obywatelska tego człowieka. Nie jest obojętny, nie skupia się na czubku swojego nosa, piętnuje patologie. Przypomina, że człowiek jest częścią społeczeństwa i ma wpływ na funkcjonowanie państwa i jego struktur. Pokazuje, że warto być aktywnym, choć zwykle płaci się za to wysoką cenę. Gdyby takich Rauów było w Polsce więcej, niewykluczone, że do łask wróciłoby prawo obyczajowe, które znacznie silniej działa na nas niż paragrafy. Te ostatnie zawsze można obejść albo przynajmniej próbować to zrobić, co bardzo lubimy i się tym jeszcze często gęsto przechwalamy. Przy normach obyczajowych raczej nam to nie przychodzi do głowy, bo boimy się reakcji społecznej bardziej niż diabeł święconej wody. Tylko czy my tego chcemy? Czy nam nie jest wszystko jedno?
@RY1@i02/2013/163/i02.2013.163.00000230a.802.jpg@RY2@
Jadwiga Sztabińska redaktor naczelna
Jadwiga Sztabińska
redaktor naczelna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu