Słaby kandydat, słaby dyplom, słaba praca
Wiele szkół wyższych przypomina sprawnie działające fabryki do produkowania dyplomów. Ich absolwentów czeka jednak marny los i często praca tylko przy taśmie. Takie wnioski można wysnuć, obserwując to, jak przebiega nabór na studia. Uczelnie zabijają się o każdego kandydata. Tegoroczna rekrutacja to dopiero jednak wierzchołek góry lodowej.
Za kilka lat prawie każdy maturzysta znajdzie miejsce na bezpłatnych studiach. Spada liczba uczniów, ale nie zmienia się liczba publicznych szkół wyższych. Uczelnie prześcigają się więc w pomysłach, jak zachęcić ich do wyboru oferowanych przez nie kierunków. Proponują też nowe fakultety - najlepiej z dopiskiem ‚‚kierunek unikatowy", który jest tak unikalny, że sama jego nazwa wprowadzi w zakłopotanie pracodawcę, który będzie przeglądał CV absolwenta. Szkoły wyższe zrobią też wszystko, aby student dotrwał do ostatniego roku nauki. Nie opłaca się im bowiem pozbywać słabych osób.
Obecny system finansowania szkół wyższych polega na tym, że uczelnia otrzymuje dotację za studenta. Po kilka, a nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych dofinansowania z budżetu państwa. Przyjmując więc kandydata nawet ze słabymi wynikami, zapewnia sobie stałe źródło przychodu. Tylko potem pojawia się problem, co zrobić z osobą, która sobie nie radzi. Niektóre uczelnie wprost przyznają, że muszą zmieniać program nauki, by wszyscy nadążali. Zaniżają więc jakość kształcenia. To dla uczelni łatwe pieniądze, bo mają klienta, który nie wymaga. Ba, jest nawet wdzięczny, że zalicza egzaminy bezstresowo, a wykładowca miło się do niego uśmiecha. Po ukończeniu uczelni czeka go jednak gorzkie rozczarowanie. Co z tego, że dyplom ma w kieszeni, skoro tak naprawdę niewiele się nauczył.
Żeby było jasne. Dobrze, że maturzyści garną się na studia. Ale dlaczego system pozwala na to, a nawet gratyfikuje te uczelnie, które osoby bez zadowalających wyników przepychają na kolejne lata nauki? Sami rektorzy dostrzegają ten problem i domagają się zmiany sposobu finansowania uczelni. Tak, aby więcej pieniędzy trafiało do tych, które kształcą dobrze, a nie przede wszystkim dużo.
@RY1@i02/2013/158/i02.2013.158.183000500.802.jpg@RY2@
Urszula Mirowska-Łoskot dziennikarka działu praca
Urszula Mirowska-Łoskot
dziennikarka działu praca
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu