Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie wińmy urzędów za błędy ustawodawcy

1 sierpnia 2013

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) wykazała, że samorządy zbyt często zatrudniają urzędników w drodze awansu wewnętrznego ze stanowisk nieurzędniczych. Jednak moim zdaniem NIK nie powinna robić samorządom zarzutów z tego, że niejasne przepisy pozwalały na awansowanie sprzątaczki czy asystenta na stanowisko urzędnicze. Nie można przecież winić kierowników w gminach za nieprecyzyjną legislację ustawodawcy.

Od 2009 roku obowiązuje nowa ustawa o pracownikach samorządowych, a jej art. 20, który dotyczy awansu wewnętrznego, budził od początku wiele kontrowersji. Zgodnie z nim, pracownik samorządowy, który wykazuje inicjatywę w pracy i sumiennie wykonuje swoje obowiązki, może zostać przeniesiony na wyższe stanowisko.

Prawnicy gminni i służby pracownicze na różny sposób interpretowały ten przepis. Jedni awansowali na stanowiska urzędnicze osoby, które zajmowały się obsługą urzędów, w tym sekretarki, asystentów i doradców. Jednak była też grupa ekspertów, która od początku uważała, że nie można tak robić.

Po ostatniej nowelizacji tej ustawy, od września awans wewnętrzny będzie możliwy jedynie w ramach tej samej grupy stanowisk, czyli urzędnicy awansują wśród urzędników, asystenci i doradcy we własnym gronie, a osoby zajmujące się obsługą i wsparciem urzędu też tyko wokół stanowisk przypisanych do tej grupy.

NIK nie będzie więc mogła już zarzucać samorządom, że na cztery tysiące urzędników zatrudnionych w skontrolowanych samorządach tylko połowa została przyjęta w drodze otwartego i konkurencyjnego naboru. Nie można jednak z tych dotychczasowych przepisów czynić zarzut samorządowym kadrowym, że w taki, a nie inny sposób interpretowały przepisy. Tego typu pretensje kontrolerzy powinni jednak adresować do rządu i parlamentu, który dopuścił do uchwalenia tego typu rozwiązań.

Z innej jednak strony warto się zastanowić, dlaczego sekretarka, która spełnia wszystkie warunki formalne, w tym ma wyższe wykształcenie, nie może trafić na stanowisko urzędnicze, np. inspektora.

Z kolei po wrześniowych zmianach, jeśli sekretarka będzie dobrze zapowiadającym się urzędnikiem, może być niemal pewna, że wygra konkurs. Wystarczy, że naczelnik zna jej sposób pracy i jest przekonany o jej kompetencjach. Dlatego nie do końca jest zrozumiałe, czy aż tak państwo powinno ingerować w samorządność. Na pewno nie powinno być patologii. Na przykład w sytuacji, kiedy wójt lub prezydent, odchodząc w przyszłym roku z urzędu, pozostawiłby swoich asystentów i doradców na stanowiskach urzędniczych. Na takie praktyki nie powinno być zgody. Dlatego tylko w tym zakresie dostrzegam sens nowelizacji art. 20 ustawy o pracownikach samorządowych. W pozostałych kwestiach nie oszukujmy się. Przecież osoba, która wcześniej pracowała w urzędzie i się sprawdziła, ma znacznie większe szanse na to, że przebrnie przez żmudny etap konkursu niż pozostali anonimowi kandydaci.

Kontrolerzy NIK stwierdzili także, że w 38 proc. sprawdzanych instytucji, część pracowników nie była poddawana obowiązkowej ocenie okresowej. W połowie urzędów robiono to zbyt rzadko lub według nieodpowiednich kryteriów. A w jednym przypadku oceny dokonano dopiero w lipcu 2012 roku, czyli trzy lata po wejściu w życie ustawy o pracownikach samorządowych. Ocena okresowa nielubiana jest przez urzędników ani też ich przełożonych. Dotyczy to zarówno urzędów administracji rządowej, jak też małych gmin. Nie ma pomysłu na przeprowadzenie rzetelnej oceny pracy urzędników. W administracji centralnej najczęściej wystawia się oceny dobre. Powód? W przypadku niedostatecznych i bardzo dobrych trzeba pisemnie uzasadniać, a na to kierownicy po porostu nie mają czasu. Bywa też tak, że sami oceniani wypełniają wszystkie te formularze za swojego szefa, a on tylko stawia parafkę. Trzeba więc przyznać, że w tym zakresie weryfikacja wszystkich urzędników jest fikcją. Trzeba urzędników oceniać, ale pozostawić samorządom pewien margines swobody.

@RY1@i02/2013/148/i02.2013.148.21700020a.802.jpg@RY2@

Artur Radwan dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Artur Radwan

dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.