Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Recepty na przestępczość

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 18 minut

Cudowne sposoby uporania się z przestępcami sprawdzają się w świecie opisanym w utworach z gatunku science fiction. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana

Prawnicy zajmujący się prawem karnym i kryminolodzy, a także ci, którzy prawo karne stosują w praktyce (sędziowie, prokuratorzy, policjanci ), często używają określeń "walka z przestępczością" albo "zwalczanie przestępczości". Lubią też o tym mówić politycy, co jest zrozumiałe, bo ich wyborcy cenią sobie dobro, jakim jest osobiste bezpieczeństwo, a zależy ono przecież od poziomu przestępczości. Przy czym politycy najczęściej mają bardzo proste recepty na zwalczanie przestępczości. Polegają one na zaostrzaniu kar, co jest łatwe, bo sprowadza się do zmian w tekstach obowiązujących ustaw (głównie kodeksu karnego ) - zamiast np. słów "podlega karze pozbawienia wolności do lat 3" wpisuje się słowa: "podlega karze pozbawienia wolności do lat 5" i już można z poczuciem (przeważnie, niestety, złudnym) dobrze spełnionego obowiązku odnotować, że został zrobiony dalszy krok na drodze walki z przestępczością, prowadzącej do jej całkowitego wyeliminowania.

W rzeczywistości sprawa nie jest ani prosta, ani łatwa. Taki pełny sukces jest, jak uczy doświadczenie historyczne, niemożliwy. Realistycznym zadaniem jest ograniczenie przestępczości lub powstrzymywanie jej wzrostu. Podoba mi się stanowisko Anglosasów, którzy używają mniej ambitnego określenia "crime control", mając na myśli zmniejszenie rozmiarów tego negatywnego zjawiska społecznego. Cudowna recepta na osiągnięcie znaczącego sukcesu na pewno nie istnieje, chyba że puścimy wodze fantazji, jak to czynią autorzy utworów z gatunku science fiction.

Fantastyka Lema i Dicka

Na przykład Stanisław Lem w powieści "Powrót z gwiazd" opisuje przygody uczestnika wyprawy kosmicznej, który wraca na Ziemię, lądując w odległej przyszłości, i dowiaduje się, że wszyscy mieszkańcy naszej planety poddawani są szczepieniu (w powieści nazywa się to "betryzowaniem" ), powodującemu pozbawienie ich agresywności. Dzięki temu nie ma problemu przestępczości, w każdym razie tej związanej z użyciem przemocy. Z kolei w opowiadaniu amerykańskiego autora Philipa K. Dicka "Raport mniejszości" (w filmie opartym na tym opowiadaniu główną rolę grał Tom Cruise ) czytamy o społeczeństwie przyszłości, w którym policja w stu procentach zapobiega zabójstwom, bo dzięki systemowi przewidywania przyszłych zdarzeń i zamiarów wszystkich obywateli wie wcześniej, kto, kogo i kiedy zamierza zabić - może więc takiego obywatela w porę od społeczeństwa odizolować.

Właściwie niedaleko od takich pomysłów literatury fantastyczno-naukowej były przewidywania teoretyków marksizmu. Obiecywali oni, że w docelowym ustroju sprawiedliwości społecznej, czyli w komunizmie, przestępczości w ogóle nie będzie, ponieważ znikną jej społeczne przyczyny. Rozumowanie to było zresztą na pewno, w ramach przyjętych założeń, logiczne i konsekwentne. No bo po co ktoś miałby np. zajmować się kradzieżami samochodów, skoro żyje w społeczeństwie, w którym każdy może za darmo mieć wszystko, czego potrzebuje.

Teoria Lombrosa

Bliższe rzeczywistości były pomysły na zlikwidowanie przestępczości, które reprezentowali przedstawiciele tzw. antropologicznej szkoły prawa karnego. Doktrynę tę zapoczątkował włoski psychiatra Cesare Lombroso. Opierając się na danych z różnych źródeł, m.in. na wynikach przeprowadzonych przez siebie badań cech fizycznych przebywających w więzieniach przestępców, doszedł do wniosku, że istnieją "przestępcy urodzeni".

Swoją teorię przedstawił w opublikowanej w 1876 r. książce "Luomo delinquente" ("Człowiek - zbrodniarz"), twierdząc, że niektórzy ludzie mają wrodzone predyspozycje do popełniania przestępstw. Są niejako "skazani" na ich popełnianie. Urodzeni przestępcy, pisał, charakteryzują się anormalnością funkcji psychicznych. Rozpoznać ich jest właściwie łatwo, bo ich odchylenie od normy psychicznej zewnętrznie przejawia się w anomaliach budowy ciała. Lombroso podawał nawet różne konkretne cechy anatomiczne urodzonych przestępców (mniejsza pojemność czaszki, cofnięte czoło, duże sterczące uszy, leworęczność), które do takich anomalii zaliczał. Próbował nawet podawać zespoły wad anatomicznych charakterystycznych dla poszczególnych typów sprawców (morderców, oszustów itd ). W konsekwencji, jego zdaniem, nie należy czekać, aż ktoś popełni przestępstwo. Trzeba po prostu sprawdzać, czy ktoś odbiega budową ciała od normy i, po stwierdzeniu, że tak jest - zapobiec jego przyszłym przestępstwom, izolując go od społeczeństwa.

Na szczęście, po przejściowej fascynacji tą teorią, poglądy Lombrosa zostały uznane za nieoparte na podstawach naukowych (bardzo gruntowną krytykę jego teorii przedstawił m.in. polski uczony Adam S. Ettinger ) i nikt nie usiłował w całości wykorzystać ich w praktyce. Ale to nie znaczy, że pewne nawiązania do nich nie pojawiały się w rozważaniach poważnych skądinąd uczonych. Mam na myśli np. wybitnego polskiego karnistę Juliusza Makarewicza.

Makarewicz był, jak wiadomo, głównym twórcą pierwszego polskiego kodeksu karnego z 1932 r., który uważany jest za dzieło wręcz pomnikowe, zarówno pod względem merytorycznym, jak i techniczno-legislacyjnym. Był też autorem do dziś bardzo wysoko cenionych prac z zakresu filozofii prawa karnego. Tym bardziej może nieprzyjemnie zaskakiwać to, co napisał w dziedzinie, która chyba nie była jego mocną stroną, mianowicie w pracach kryminologicznych, poświęconych przyczynom przestępczości i sposobom skutecznego jej zwalczania. W wydanej w 1922 r. książce o nieco pretensjonalnym tytule "Zbrodnia i kara", napisał, że "Przestępca z grupy przestępców stałych (zawodowiec, nałogowiec, obłąkany lub częściowo anormalny ) nie powinien mieć możności pozostawiania po sobie potomności, któraby była dla społeczeństwa równą plagą jak on sam. Stąd płynie wymóg sterylizacji tego rodzaju osobników". W innym miejscu pisze natomiast, że "przestępca zawodowy czy nałogowy jest osobnym typem człowieka (...) stosować należy do niego zupełnie odrębny sposób postępowania, a mianowicie taki, któryby nie pozwolił mu do przestępstwa powracać, społeczeństwa niepokoić". Z kolei w jeszcze innym miejscu chwali "społeczeństwa, mające wiele instynktu samozachowawczego, a mniej teorji, sprawę załatwiają krótko (...) tępią ich tak, jak się tępi dzikie zwierzęta lub szkodliwe owady".

Tacy przestępcy powinni, zdaniem Makarewicza, być na długi okres izolowani w specjalnych zakładach. "Jak długo ma trwać zamknięcie? Logika sama dyktuje: tak długo, dopóki nie zachodzi pewność, że sprawca nie przedstawia więcej niebezpieczeństwa" - pisał Makarewicz. Poglądy swoje podtrzymał również w późniejszych pracach (znalazły one też swój wyraz w ustanowionych w kodeksie karnym z 1932 r. przepisach o środkach zabezpieczających, takich jak umieszczenie skazanego w domu pracy przymusowej lub w zakładzie dla niepoprawnych), np. w znanym komentarzu do kodeksu karnego, wydanym w 1938 r., pisze: "Zdaje się, że to cała wielka armja zbrodniarzy, a to tylko te same jednostki wykonują swój zawód lub ulegają swoim nałogom, a dokonując coraz to innych przestępstw, mnożą się w oczach. Trzeba ich unieszkodliwić, a odetchniemy swobodnie".

Jak widać, nawet ludzie wybitni ulegali pokusie wystawiania prostych recept na pozbycie się przestępczości. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. Nie wszystkie też, nawet wyglądające na skuteczne, metody, nadają się do praktycznego stosowania. Jak trudne jest zagadnienie zwalczania czy przynajmniej ograniczania przestępczości, świadczyć może przykład, który przytoczę na zakończenie moich refleksji.

Coś za coś...

Otóż byłem kiedyś na obronie pracy doktorskiej z kryminalistyki o kradzieżach samochodów, której autor (z zawodu policjant) opisał bardzo interesująco samo zjawisko i organizację gangów złodziei samochodów, żyjących zupełnie nieźle ze swego procederu. Mówił też o metodach zwalczania tych kradzieży, o coraz bardziej wyrafinowanych zabezpieczeniach, a także o coraz skuteczniejszych działaniach policji. Konkluzja wywodów była bardzo optymistyczna: kradzieży samochodów będzie coraz mniej.

W trakcie dyskusji zapytałem go, co, jego zdaniem, oznacza to dla ludzi, którzy z kradzieży samochodów uczynili sobie źródło dochodów. Czy zajmą się uczciwą pracą? Odpowiedział mi, już mniej optymistycznie, że bardzo w to wątpi i pewnie zajmą się innymi przestępstwami. A jeśli te inne przestępstwa będą groźniejsze, np. będą związane z użyciem przemocy? To pytanie pozostało bez odpowiedzi, psując nieco atmosferę optymizmu panującą podczas obrony tego naprawdę ciekawego doktoratu.

@RY1@i02/2013/132/i02.2013.132.07000020a.802.jpg@RY2@

materiały prasowe

prof. Lech Gardocki pierwszy prezes Sądu Najwyższego w latach 1998-2010

prof. Lech Gardocki

pierwszy prezes Sądu Najwyższego w latach 1998-2010

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.