"Gdybym mógł zmienić jeden przepis..."
@RY1@i02/2013/103/i02.2013.103.07000080a.803.jpg@RY2@
Prof. Tomasz Giaro prodziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, laureat Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w 2011 r.
Gdybym mógł zmieniać prawo, natychmiast zlikwidowałbym ustawę z 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki, a gdybym miał się ograniczyć do jednego przepisu, zlikwidowałbym podstawę prawną funkcjonowania Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów Naukowych.Takich instytucji nie ma nigdzie w Europie ani w krajach cywilizacji zachodniej. Po zlikwidowaniu rzeczonej komisji Polska mogłaby więc dołączyć do czołówki krajów o najwyższym poziomie nauki, takich jak np. Niemcy czy Stany Zjednoczone.
Z całą pewnością członkom centralnej komisji można przypisać dobre intencje, niemniej jednak praca, którą wykonują, jest bezsensowna i bezproduktywna. Organ ten można porównać do Państwowej Komisji Cen w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, która dyktowała, ile co ma kosztować. Analogicznie dziś komisja do spraw tytułów naukowych, która notabene jest instytucją o genezie stalinowskiej, decyduje, kto zasługuje na tytuł profesora zwyczajnego, a kto nie. Podobnie jednak jak w PRL - mimo wysiłków komisji cen - towary były kiepskie albo nie było ich wcale, tak sprawowana przez komisję ds. stopni odgórna kontrola produkuje naukową miernotę i przeciętność.
W dodatku członkowie tej instytucji nie mają - i nie mogą mieć - wyższych kompetencji niż członkowie rad wydziałów renomowanych uniwersytetów. Przykładowo na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego pracuje ok. 70 profesorów, którzy mają prawo głosu co do tytułu doktora habilitowanego. Dla porównania w skład centralnej komisji wchodzi jedynie ośmiu prawników, z kolei cała sekcja humanistyczno-społeczna liczy około 50 osób.
Niestety, mimo że w komisji zatrudnionych jest w sumie 238 profesorów, i tak nie reprezentuje ona wszystkich dziedzin nauki. W zakresie nauk prawnych do komisji należą przede wszystkim specjaliści w dziedzinie prawa finansowego i administracyjnego. A gdzie prawo cywilne, karne, międzynarodowe publiczne itd.? Oczywiście remedium na te bolączki nie jest powiększanie składu komisji, lecz jej całkowita i bezpowrotna likwidacja. Decyzja o nadaniu stopnia naukowego należy do uniwersytetu, który powinien mieć w tym względzie zapewnioną autonomię. Tak jak funkcjonuje rynek wszelkich dóbr i usług, taki sam rynek powinien wreszcie zaistnieć w Polsce w dziedzinie nauki. Jego bolesny brak dostrzega każdy, kto wraca z zagranicy w nasze opłotki. Celem funkcjonowania komisji miał być nadzór nad naukowymi "pcimiami" w małych miastach, które przyznawały stopnie naukowe kuzynom i szwagrom. Jednak takich quasi-uczelni nie należy zwalczać administracyjnie. Zweryfikuje je właśnie rynek. Tak funkcjonuje to w krajach, które dostarczają najwięcej laureatów Nagrody Nobla. Każdy zna Yale, Harvard czy Stanford. Jednak ich prestiż nie polega na orzeczeniach państwowych komisji czy na nadawaniu tytułów profesorskich przez prezydenta Obamę, lecz na tym, że uniwersytety te do swych rad wydziałów przyjmują konsekwentnie tylko wybitnych uczonych. Nieprawdą jest, że w USA działają same bardzo dobre uczelnie; są i dużo gorsze, jednak nikt nie zwraca na nie uwagi - i bardzo słusznie, bo nie liczą się na rynku.
Zniesienie komisji to krok niezbędny dla zapewnienia autonomii uniwersytetom, które będą się w końcu mogły kierować kryteriami naukowej "gospodarności".
Not. PB
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu