Nawet największemu lojaliście czasem trudno oprzeć się pokusie relatywizmu
Internet znów pomógł złapać złodziei. We wtorek w popularnym serwisie Wykop zrozpaczony mężczyzna opublikował apel o pomoc w znalezieniu sprawców kradzieży torby z laptopem. Gdy był w restauracji i poszedł odebrać zamówienie, zostawił ją na krótką chwilę na stoliku. Gdy wrócił, już jej nie było.
Na dysku projekty, wizualizacje, umowy z klientami - efekty wielu lat pracy. Strata nie do powetowania. Pokrzywdzony postanowił zgłosić kradzież policji, ale jednocześnie poprosił o pomoc menedżera restauracji. Zauważył bowiem, że jest w niej monitoring. I tu niespodzianka - pracownicy restauracji nie tylko pozwolili obejrzeć mu zapis, ale nawet go skopiować. W miarę wyraźnie widać było na nim, jak dwóch nastolatków podchodzi do stolika, zabiera torbę i opuszcza restaurację.
Mężczyzna jako aktywny użytkownik serwisu Wykop postanowił za jego pośrednictwem poprosić internautów o pomoc. Zamieścił w nim zdjęcia sprawców. Odzew przerósł chyba nawet jego oczekiwania. Ponad 3 tys. osób "wykopało" tę informację, dzięki czemu widniała ona przez dłuższy czas na wyeksponowanym miejscu w serwisie.
Cała sprawa zakończyła się happy endem. Mężczyzna miał właśnie zacząć rozwieszać portrety sprawców na drzewach w okolicy restauracji (co ciekawe, twierdzi, że tak doradziła mu policja), gdy jeden z nich zadzwonił na jego komórkę. Przeprosił i powiedział, że chce oddać laptopa. Na spotkanie przyszli obaj nastolatkowie z macochą jednego z nich. Skradziony sprzęt został odzyskany. Dla jednego z domorosłych złodziei sprawa może mieć jednak ciąg dalszy, bo postępowanie wszczęła policja.
Z jednej strony okradziony bez wątpienia złamał prawo, a konkretnie ustawę o ochronie danych osobowych i naraził się na odpowiedzialność karną - nawet do dwóch lat więzienia. Co więcej - zdawał sobie z tego sprawę. W swym ogłoszeniu napisał, że decyzję podjął w pełni świadomie, uznając, że grożąca mu odpowiedzialność będzie dla niego mniej dotkliwa niż utrata danych.
Czytając tę historię, zacząłem się zastanawiać, jak ja zachowałbym się na miejscu okradzionego. I dochodzę do wniosku, że chyba tak jak on. Może poczekałbym dzień, dwa na efekty pracy policji, ale gdyby ich nie było, to chyba też wziąłbym sprawy we własne ręce. I to także z pełną świadomością, że łamię prawo. Trudno byłoby mi bowiem pogodzić się z sytuacją, że bardziej chroni ono przestępców niż pokrzywdzonych.
Niepokoi mnie zaś, że chociaż od odzyskania laptopa minęło już trochę czasu, to w sieci wciąż widnieją zdjęcia nastolatów. O ile bowiem jestem w stanie zaakceptować złamanie prawa w celu dochodzenia własnych praw, to jednak dalsze piętnowanie sprawców już nie. Tak daleko już nawet mój relatywizm nie sięga. Cel został osiągnięty - sprzęt wrócił do właściciela, policja prowadzi postępowanie, a ostatecznie sąd zdecyduje, czy i jak ukarać sprawców. Dalsze ich piętnowanie zanadto zaczyna przypominać samosąd.
Pytanie tylko, czy nawet gdyby okradziony chciał usunąć zdjęcia, to zdoła to zrobić? Obawiam się, że już dawno zaczęły one żyć własnym życiem w wielu innych miejscach sieci.
@RY1@i02/2013/100/i02.2013.100.183000800.802.jpg@RY2@
Sławomir Wikariak p.o. kierownik działu prawa
Sławomir Wikariat
p.o. kierownik działu prawa
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu