Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Miłosierdzie gminy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Gromadki zaczynają się ściągać przed sam ganek kancelarii, śmiejąc się i rozmawiając głośno. Nie ma w tym zebraniu nic uroczystego: jak kto przy robocie stał, tak przyszedł. Zwyczajnie, za interesem" - to Maria Konopnicka i jej nowela "Miłosierdzie gminy".

Przez prawie półtora wieku zmieniło się niewiele, bo "Dziewiąta dochodzi na zegarze gminy. Przez lekką mgłę poranną przebijają ciemniejsze, lazurowe gołębie, zapowiadając cudowną i cichą pogodę". Kolejka po gminne pieniądze z opieki społecznej nie maleje. Raczej rośnie. I nie jest to tylko efekt podwyższonych kryteriów dochodowych, które sprawiają, że coraz więcej osób może się ubiegać o pomoc finansową z gminnej kasy. To także efekt zwiększającego się bezrobocia, rosnących obszarów ubóstwa w kraju - nie tylko Polska południowo-wschodnia, ale i centralna, a nawet zachodnie jej regiony.

Wszystko tłumaczy się kryzysem. Pieniędzy jest mniej, trzeba zaciskać pasa. Może mniej spektakularne jest obcięcie funduszy na pomoc społeczną, bo bezrobotni, bezdomni czy samotne matki z maluchami przecież na ulicę nie wyjdą, petard rzucać nie będą, opon palić raczej też nie. Oczywiście nasi liberałowie z różnych politycznych stron zaraz powiedzą, że wielu beneficjentów pomocy społecznej to wyłudzacze. Bo przecież jak u Konopnickiej od dziewiątej stoją w kolejce, mimo że pogoda piękna i do pracy by iść można. No więc może niech pierwszy z nich rzuci kamieniem. Bo pozornie większą możliwość korzystania z kruczków prawnych i różnych fruktów mają osoby zaradne życiowo, paradoksalnie bogate, takie, o których nikt by nie pomyślał, że będą sie starały o pomoc w gminie. Bo tu samochód, działka, ale bezpłatny obiad dla dziecka może da radę załatwić. Zawsze można udokumentować, że dochód na osobę w rodzinie osiąga minimum. I już są te frukty. Nie chodzi o to, by bronić tych gorzej sytuowanych, którzy próbują dostać pomoc od gminy - nawet za wszelką cenę, nawet za cenę oszustwa. Przykład idzie z góry. Jeden musi dostać zasiłek, albo worek ziemniaków z charytatywnej organizacji, a inny kupi za bezcen połać lasu. Osąd moralny? No cóż...

Nie wiem, jak dalece samorząd może sobie poradzić z problemem. Bo to on jest najbliżej człowieka, zwłaszcza w małych gminach. Wie, jakimi środkami dysponuje, wie, co jest komu potrzebne. Ale może warto większą rolę przewidzieć dla organizacji pozarządowych. One mogą wesprzeć nie tylko finansowo. Im łatwiej jest dostrzec człowieka - nie tylko tego, który w "kolejce tej czeka", ale i tego, który nie czeka. A potrzebuje.

@RY1@i02/2013/070/i02.2013.070.070000100.802.jpg@RY2@

Monika Górecka-Czuryłło zastępca redaktora prowadzącego

Monika Górecka-Czuryłło

zastępca redaktora prowadzącego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.