Ekonomiczne skutki Marca ’68
Panująca w Polsce przed rokiem 1989 mieszanka realnego socjalizmu i braku demokracji była systemem niewydolnym. Nie umiała też rozładowywać sprzeczności, które sama prowokowała. A Marzec 1968 r., którego 65. rocznicę właśnie wspominamy, był tego jaskrawym dowodem.
W podręcznikowej wersji wydarzeń marcowych dominuje podejście uproszczone. Jest on finałem rozgrywającej się na szczytach komunistycznej władzy walki. Grupa tzw. partyzantów gen. Mieczysława Moczara chce odsunąć od władzy Władysława Gomułkę i wykorzystuje do tego celu antysemickie resentymenty. Wie, że uderzenie w Żydów niczym nie grozi, bo rok wcześniej w czasie izraelsko-arabskiej wojny sześciodniowej Moskwa staje po tej drugiej stronie. Gomułka widzi zagrożenie i przyłącza się do nagonki. Przy okazji wyrównuje rachunki z irytującymi go inteligentami (niekoniecznie żydowskiego pochodzenia). Ogłasza, że jak się komuś w PRL nie podoba, to droga wolna. I uchyla drzwi do wyjazdu. Polskę opuszcza ok. 20 tys. osób.
Warto na przyczyny i skutki marca spojrzeć trochę głębiej. W roku 1968 mija 20 lat od ustanowienia PRL i 12 od ostatniego wielkiego przesilenia, Października ’56. Sporo. Zwłaszcza w systemie niedemokratycznym. Nie ma wolnych wyborów, dlatego PRL - jak każde państwo niedemokratyczne - cierpi na problem dojrzewającego konfliktu pokoleń. Młodzi czują, że ich drogi awansu są zablokowane. Antysemityzm jest narzędziem, przy pomocy którego ten konflikt się wyraża. Bo akurat w ówczesnym establishmencie jest sporo osób pochodzenia żydowskiego. Ale i to przypadkiem nie jest. To pozostałość po także niedemokratycznym okresie późnej sanacji, gdy wiele dróg awansu było dla polskich Żydów zamkniętych. Nic więc dziwnego, że jeszcze w latach 30. angażują się w socjalizm i komunizm, który po roku 1945 staje się dla nich przepustką na szczyty nowych władz. I tak brak demokratycznych instytucji przed wojną i po wojnie zrodził rok 1968.
Pozostaje jeszcze kwestia gospodarczych konsekwencji marca. Był to bolesny odpływ z Polski kapitału społecznego. Dobrze pokazują to losy emigrantów. Adam Bromberg, który w latach 1953-1968 rozkręcał Państwowe Wydawnictwo Naukowe (PWN). Też coś, zwykły nominat - ktoś może się żachnąć. Oczywiście. Ale warto zwrócić uwagę na to, co działo się z nim po Marcu ’68. Wyjeżdża do Szwecji i choć jest już po sześćdziesiątce, zakłada wydawnictwo. I odnosi sukces. W obcym kraju, bez koneksji i kapitału. Dziś Brombergs należy do największych szwedzkich domów wydawniczych. Inny przykład to naukowcy. Socjolog Zygmunt Bauman, gdy wyjeżdża z Polski, ma lat 43, ekonomista Kazimierz Łaski - 47, filozof Leszek Kołakowski - 41. W Polsce są znani, ale na Zachodzie muszą zaczynać od nowa. I udaje się im. Bauman wypracowuje sobie pozycję najbardziej znanego polskiego socjologa. Kołakowski wykłada w Oksfordzie. Łaski staje na czele Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczych (WIIW). Albo Leopold Tyrmand. Opromieniony sławą największego polskiego bikiniarza i autora bestsellerowego "Złego" wyjeżdża z Polski trochę wcześniej, bo w roku 1965. Zamierza wrócić, jeśli cenzura nie zablokuje mu powieści "Życie towarzyskie i uczuciowe". Nadzieje okazują się płonne, osiada więc w USA. I w ciągu paru lat przestawia się na pisanie po angielsku, osiągając spore sukcesy, publikując np. w "New Yorkerze".
To wszystko kolejny kamyczek do ogródka PRL. Bo racjonalnie zachowujące się państwo robi wszystko, by obywateli z najwyższym kapitałem społecznym nie utracić. PRL, ponieważ był państwem autorytarnym, robił odwrotnie. I w ten sposób sam zgotował sobie upadek.
@RY1@i02/2013/053/i02.2013.053.00000020a.802.jpg@RY2@
Rafał Woś dziennikarz DGP
Rafał Woś
dziennikarz DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu