Według Dekalogu czy według katalogu
Kościół w Polsce to chłopiec do bicia - wygodny i przyjemny. Wygodny dlatego, że ma wizerunek wszechpotężnego, a naprawdę jest słaby, zatem dzielni rycerze walczący z okupacją Polski przez rzymskokatolicki kler niczym nie ryzykują. Toczą pojedynek ze Smokiem Wawelskim, ubierając się w zbroję i robiąc bohaterskie miny, a w istocie rzucają szyszkami w wiewiórkę. Przyjemny dlatego, że wśród obrońców Kościoła, nieraz w sutannach, chociaż częściej w cywilu, najgłośniejsi są ci najgłupsi. Wojna ze słabym wrogiem, ale przedstawianym jako silny i do tego gadającym głupio - jak ujęła to sławna reklama: "bezcenne".
Można na ogień w oczach spóźnionych kandydatów na Giordana Bruno machnąć ręką. Za Gomułki ich poprzednicy byli niebezpiecznymi idiotami, dzisiaj są ogniwem wolnego społeczeństwa (wolnego, to nie znaczy wspaniałego, warto przypomnieć). Kościół jednak z przesadnym zapałem boksuje się z tym wrogiem zamiast z tym naprawdę groźnym - zagubieniem konsumenta. Wszystko to, co mówi neolewica na temat zachowań społecznych w kapitalizmie, jest prawdą, podobnie jak prawdą jest jeszcze XIX-wieczna krytyka konserwatystów. Ludzie tracą rozum w bestiarium reklam i pokus, coraz więcej z nas traktuje zakupy jako fundament stylu życia nowoczesnego człowieka. Jakkolwiek by to brzmiało banalnie, konsumpcja (jak wódka czy sporty ekstremalne) mocnym nie szkodzi, słabych niewoli. Wolność, którą udało się wyrwać peerelowskiej nomenklaturze, oddaliśmy nowej nomenklaturze, menedżerom firm specjalizujących się w mąceniu nam w głowie. Można być wolnym i lubić wizyty w galerii handlowej, jasne, ale ilu ludzi marzy o kupieniu tego czy tamtego po prostu dlatego, że potrzebuje zagłuszyć duchową pustkę.
Kościół nie jest jedyną akademią uczącą, jak zabudować rozsądnie ową pustkę. Jest jednak firmą z dorobkiem. Wydawałoby się dzisiaj, że właśnie napięcie między tym, co dobre w modelu społeczeństwa konsumpcyjnego, a tym, co w tej rzeczywistości stanowi opium dla mas, tworzy dla księży niepowtarzalną koniunkturę - duchową. Bo można i trzeba formować wiernych tak, by żyli według Dekalogu, a nie według katalogów ofert. Nie obrażając wielu zapracowanych i dobrych duchownych, powszechny odbiór działalności Kościoła to odbiór Kościoła walczącego o swoje w wymiarze materialnym i o cudze, kiedy chodzi o seks. Dla wrogów Kościoła ten obrazek bezradnie ujadającego psa ogrodnika to wymarzona promocja.
@RY1@i02/2013/023/i02.2013.023.00000280a.802.jpg@RY2@
Jan Wróbel, dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu