Rewolucja nie tylko w finansach
Dziś podatek dochodowy od osób fizycznych płacimy do wielkiego wora zwanego budżetem państwa i choć często mówimy, że z naszych podatków wybudowano to czy tamto, to mało kto w to wierzy. Niewiele zmieniają działania coraz to nowych miast, by PIT płacić w tym urzędzie skarbowym, a nie w innym. O tym, że jakaś część wpływów z podatku dochodowego trafia do samorządów, przypominają nam zwykle tylko boje, jakie regiony toczą o janosikowe.
Z tego punktu widzenia propozycja, jaką zgłasza resort administracji, by całość PIT trafiała od razu do samorządów, może się okazać rewolucyjna nie tylko w wymiarze finansowym (choć na początku zapewne nie oznaczałaby ani wzrostu, ani spadku dochodów samorządów), ale i mentalnym. Naprawdę byłoby "za nasze", a nie "za ich".
Są oczywiście czynniki ryzyka, jak np. to, że dochody Polaków, a wraz z nimi podatki, nie zawsze muszą rosnąć. Ale też skoro myślimy o rewolucji, to posuńmy się krok dalej: jeśli z podatku ogólnopolskiego robimy podatek lokalny, to dlaczego samorządom nie dać prawa do samodzielnego decydowania o wysokości stawki na ich terenie? Dopiero wtedy mielibyśmy do czynienia z prawdziwą konkurencją o podatnika. I z wszystkimi tego konsekwencjami. Ale przecież do samorządów wybraliśmy najlepszych...
@RY1@i02/2014/245/i02.2014.245.00000020a.802.jpg@RY2@
Łukasz Wilkowicz redaktor działu Dziennik
Łukasz Wilkowicz
redaktor działu Dziennik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu