Dżihadystów warto też leczyć
Zwolennikom państwa liberalnego pomysł, by państwo pochylało się nad potencjalnymi dżihadystami i - wydając na nich publiczne pieniądze - pomagało im porzucić radykalne poglądy, może się wydać niedorzeczny.
Jeśli komuś się nie podoba we Francji, w Wielkiej Brytanii czy Niemczech, tylko woli jechać do Iraku czy Syrii, by dać się tam zabić, to jego sprawa i czemu mu w tym przeszkadzać? Szczególnie że zdecydowana większość europejskich dżihadystów nie zwiększa zbytnio zdolności militarnej Państwa Islamskiego. Problem w tym, że każdy nowo pozyskany zagraniczny bojownik to propagandowy sukces terrorystów, który wykorzystują oni do tego, by jeszcze mocniej uciskać umęczoną wojnami ludność Syrii i Iraku. Po drugie, na propagandowe sukcesy Państwa Islamskiego nie możemy pozwalać także z uwagi na własne bezpieczeństwo - ktoś wyjedzie walczyć, ale ktoś inny postanowi się wysadzić w metrze w Paryżu czy Londynie. Według badań większość młodych muzułmanów wyjeżdżających z Europy, by walczyć na Bliskim Wschodzie, nie jest religijnymi fundamentalistami i wcale nie chce żyć w takim modelu społecznym, jaki proponuje reżim Baghdadiego, a tym, co ich tam pcha, jest problem ze znalezieniem sobie miejsca w swoich krajach. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że około połowy z tychże dżihadystów, zobaczywszy, jak naprawdę wygląda Państwo Islamskie, wróciła jak niepyszna. Zatem czy aby na pewno wprowadzane w Skandynawii czy Wielkiej Brytanii programy pomocy w wychodzeniu z radykalizmu są tak niedorzeczne?
@RY1@i02/2014/227/i02.2014.227.00000020a.802.jpg@RY2@
Bartłomiej Niedziński dziennikarz działu Dziennik
Bartłomiej Niedziński
dziennikarz działu Dziennik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu