W polskich sądach (prawie) jak u Hitchcocka
Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć - to chyba najbardziej znany cytat brytyjskiego geniusza X muzy. Urzędnicy resortu sprawiedliwości najwyraźniej wzięli sobie do serca tę radę. Takie wnioski można wysnuć, oglądając od trzech lat serial pt. "Znoszenie i przywracanie sądów".
Z trzęsieniem ziemi mieliśmy do czynienia pod koniec 2011 r., kiedy to Jarosław Gowin ogłosił, że zlikwiduje aż 115 sądów rejonowych. Później był bunt sędziów grożących, że w związku z reorganizacją będą przechodzić w stan spoczynku. Oliwy do ognia dolał Sąd Najwyższy, w uzasadnieniu lipcowej uchwały z 2013 r. podając w wątpliwość prawidłowość przeniesień sędziów, co mogło rzutować na wyroki przez nich wydawane. Chodziło o to, że minister zamiast osobiście podpisać decyzje przenoszące, scedował to na swoich zastępców.
Wszystko wskazywało na to, że kulminacyjnym momentem będzie uchwała pełnego składu Sądu Najwyższego, który zebrał się w styczniu 2014 r. i uradził, że wiceministrowie nie mogą przenosić sędziów. Zaznaczył jednak, że wykładnia wiąże na przyszłość, a tym samym wyroki wydane przez nieprawidłowo przeniesionych sędziów są ważne. Widzowie odsapnęli. Wyglądało na to, że produkcja ma się ku końcowi. Aż tu na początku listopada nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji! Na posiedzeniu sejmowej podkomisji zaproponowano poprawkę, na mocy której wiceministrowie będą jednak mogli przenosić sędziów. Krajowa Rada Sądownictwa, I prezes Sądu Najwyższego, Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia" piętnują pomysł i zapowiadają istne "Bez przebaczenia".
A mimo to zaczyna wiać nudą. Argumenty jednej i drugiej strony wszyscy już znamy. Ruchy głównych bohaterów też są łatwe do przewidzenia. A żeby mierzyć się z Hitchcockiem, trzeba wiedzieć, kiedy puścić napisy końcowe. Tej lekcji urzędnicy resortu jednak nie odrobili. Dlatego ktoś powinien im w tym pomóc. I tym kimś powinien być prezes Trybunału Konstytucyjnego. Wystarczy, że w końcu wyznaczy termin rozprawy w sprawie pytania prawnego Sądu Najwyższego dotyczącego konstytucyjności przepisów pozwalających ministrowi przenosić sędziów bez ich zgody. Ono czeka już 1,5 roku. Ocena dokonana przez TK mogłaby na powrót dodać rumieńców resortowemu serialowi. W przeciwnym wypadku sądowy thriller zacznie niebezpiecznie skręcać w stronę "Mody na sukces".
@RY1@i02/2014/221/i02.2014.221.183000700.802.jpg@RY2@
Małgorzata Kryszkiewicz dziennikarz działu prawo
Małgorzata Kryszkiewicz
dziennikarz działu prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu