Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

TINA po polsku

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Kołodko kontra Balcerowicz. To była legendarna oś sporu przez pierwsze półtorej dekady polskiej transformacji. Teraz obaj panowie - już mniej wpływowi - walczą dalej na książki. Choć pewnie nawet nie wiedzą, że z perspektywy czasu różnice między nimi wydają się coraz mniejsze.

Na witrynie księgarenki, którą codziennie mijam, najpierw pojawił się Balcerowicz, a właściwie wywiad rzeka z twórcą terapii szokowej pod tytułem "Trzeba się bić". Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Od kilku dni obok "Trzeba się bić" leży "Droga do teraz". Czyli wywiad rzeka z Grzegorzem Kołodką. Przygotowany pierwotnie na potrzeby grubaśnego (1280 stron!) tomu "Grzegorz Kołodko i ćwierćwiecze transformacji". A teraz z tego tomu wycięty i wydany osobno. Efekt jest taki, że Balcerowicz i Kołodko stoją sobie teraz obok siebie na półce księgarskiej. A i kiedy zajrzymy do książek, łatwo zauważymy, że obie strony nie szczędzą sobie uszczypliwości. Balcerowicz - sam zapalony biegacz - dworuje sobie z Kołodki, że regularne bieganie maratonów w starszym wieku jest niezdrowe. Kołodko wyciąga Balcerowiczowi, że jako młody pracownik naukowy w Instytucie Marksizmu i Leninizmu załatwił sobie przydział na mieszkanie bez kolejki.

Która z tych książek jest lepsza? Od strony formalnej zdecydowanie ta o Balcerowiczu. Ale akurat w tym wypadku różnicę robi nie tyle bohater książki, ile osoba go przepytująca. W "Trzeba się bić" jest nią Marta Stremecka. Doświadczona dziennikarka, a obecnie współwłaścicielka wydawnictwa Czerwone i Czarne. Ona z Balcerowiczem - owszem - sympatyzuje, ale gdy z nim rozmawia, nie wyłącza instynktu krytycznego. Pyta Balcerowicza o sprawy, o których on sam pewnie mówić nie lubi. O jego członkostwo w PZPR, o polityczny konformizm sprzed 1980 roku, o ofiary transformacji, o porażkę Unii Wolności pod jego rządami. Przez to między rozmówcami nie zawsze jest aż tak milutko. Ale w zamian książka ma szansę trafić zarówno do fanów, jak i krytyków Balcerowicza.

W "Drodze do teraz" tego krytycyzmu brakuje. Przepytującemu Kołodkę ekonomiście Pawłowi Kozłowskiemu nie brak wprawdzie doświadczenia w realizacji tego typu projektów (jest autorem choćby wywiadu rzeki z byłym PRL-owskim wicepremierem Zdzisławem Sadowskim). Problem jednak w tym, że Kozłowski nie potrafi wyjść z konwencji przyjacielskiej pogawędki. Charakterystycznej raczej dla akademickiej księgi jubileuszowej niż dobrej publicystyki. Widać, że obaj panowie się dobrze znają i bardzo lubią. I generalnie są z jednej ekonomicznej "familii". Właśnie tej wobec nurtu balcerowiczowskiego krytycznej. Ale to niestety tej książce nie służy. Bo Kołodko może w niej tylko brylować. Opowiadać o swoich osiągnięciach w roli (dwukrotnego) wicepremiera i o tym, jak to bywa na międzynarodowych salonach ekonomicznych. Co staje się w pewnym momencie nużące, a nawet irytujące. Zwłaszcza zaserwowany czytelnikowi pod koniec książki nieznośny name-dropping. Czyli zdania typu "Kilka razy zetknąłem się z Amartyą Senem, dyskutując o alternatywnych miarach rozwoju gospodarczego. Co za zbieg okoliczności, że to akurat Sen zadzwonił do Douglassa Northa, gdy byłem u niego w domu na obiedzie". Oczywiście nie muszę dodawać, że Sen i North to laureaci ekonomicznej Nagrody Nobla.

Pod względem merytorycznym między obiema książkami nie ma zasadniczej różnicy. Warto przeczytać obie, by poznać dwa spojrzenia na 25 lat polskiego kapitalizmu. Z lektury popłynąć może jednak jeszcze jedna konstatacja. W pierwszej chwili pewnie nieoczekiwana. A dla obu panów brzmiąca pewnie jak herezja. Otóż im dłużej się czyta te rozmowy, tym bardziej widać, jak bardzo oni są do siebie podobni. Nie tylko ze względu na zbliżoną ścieżkę kariery zawodowej (młodzi zdolni z prowincji, SGH, PZPR, stypendia naukowe w USA w okresie schyłkowego PRL-u). Ale również z powodu poglądów na gospodarkę. De facto nie tak znów odległych. Obaj zaczynali jako reformatorzy realnego socjalizmu. Bardziej skłonnego do radykalizmu Balcerowicza rzuciło z biegiem czasu na biegun libertariański. Kołodko pozostał bliżej głównego nurtu. Ale obaj są wyznawcami kilku klasycznych dogmatów: prymatu wzrostu gospodarczego, niskich podatków jako uniwersalnego sposobu na pobudzanie gospodarki i jednoznacznego odrzucenia bardziej lewicowych pomysłów jako nieodpowiedzialnego "populizmu" (ulubiony termin obu panów). Taka interpretacja sporu Kołodko-Balcerowicz wiele mówi o polskiej debacie ekonomicznej polskiej transformacji. Która faktycznie toczyła się według logiki tzw. TIN-y. Czyli (z angielska) przekonania, że w gospodarce "nie ma żadnej alternatywy".

@RY1@i02/2014/217/i02.2014.217.000002300.802.jpg@RY2@

Grzegorz Kołodko (w rozmowie z Pawłem Kozłowskim), "Droga do teraz", Prószyński i S-ka, Warszawa 2014

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.