Możliwość wyspy
W polskiej gospodarce coraz szybciej znikają enklawy zapewniające pracę dobrą i pewną. Nawet szacowne instytucje publiczne przestają być wyspami, na które rynkowe okręty nie mają prawa wstępu
Mam kolegę, który prowadzi zajęcia na jednej z publicznych uczelni wyższych. Ma dzięki temu etat i ubezpieczenie zdrowotne. Oprócz miesięcy letnich rzecz jasna. Bo co roku w czerwcu uczelnia rozwiązuje z nim umowę o pracę. I nawiązuje ją znów w październiku. Koleżanka z kolei zrobiła doktorat z biologii w Niemczech, ale postanowiła wrócić i pracować w Polsce. Uniwersytet przyjął ją z otwartymi ramionami, bo migracje akurat w tym kierunku i w tej dziedzinie nauki zdarzają się rzadko. Atmosfera się jednak popsuła, gdy powiedziała swojemu przyszłemu pracodawcy, że jest w ciąży. Oferta stałej pracy została natychmiast wycofana. A jeszcze jeden znajomy chciał się zatrudnić w centrali jednego ze związków zawodowych. Kierowały nim autentyczne ideowe przekonania. Zaproponowano mu umowę... cywilnoprawną. Ale i tak nic nie przebije głośnej historii z Poznania, gdy panie sprzątające tamtejszy uniwersytet i sąd przestały dostawać za swoją pracę wynagrodzenie. Poszły więc na skargę do dyrektorów tych szacownych instytucji. I wróciły z kwitkiem, usłyszawszy uprzednio, że nie są pracownicami uniwersytetu ani sądu, lecz zatrudnia je zewnętrzna firma sprzątająca. I to do tej firmy niech się drogie panie kierują ze swoimi zażaleniami.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.