Takie same prawa dla wszystkich
Opinia
Europejscy, także polscy, pracodawcy wykazują się coraz większą innowacyjnością. Niestety, nie w sprawie tempa opracowywania nowocześniejszych produktów, które bardziej skuszą klientów, ani też efektywniejszej organizacji pracy, która obniży koszty produkcji. Swoją kreatywność większość firm ogranicza do wymyślania takich form zatrudnienia, które jak najbardziej obniżą koszty pracy - kosztem ludzi. Z bogatym wachlarzem tych innowacyjnych produktów możemy się zapoznać w raporcie "Fikcja zatrudniania w Polsce - propozycje wyjścia z impasu", wydanym przez Instytut Badań Strukturalnych. Jego autorami są Piotr Arak, Piotr Lewandowski oraz Piotr Żakowiecki.
Ponieważ nie tylko naszych pracodawców irytuje określenie "umowy śmieciowe", więc ich odpowiedniki w każdym kraju nazywają się inaczej. W Wielkiej Brytanii i Holandii zyskały miano kontraktów zerowych. Szczęśliwy posiadacz takiego kontraktu powinien w każdej chwili być gotowy do podjęcia pracy, musi być w pełni dyspozycyjny. Niestety, gotowość rzadko zamienia się w prawdziwą pracę. Często na telefon od pracodawcy czeka się bezskutecznie. A jej rzeczywisty wymiar zwykle nie przekracza kilku godzin w tygodniu. Nawet jednak gdy roboty jest sporo i przepracowany faktycznie czas znacznie te 20 godzin w tygodniu przekracza, pracodawcy na bardziej zobowiązujące umowy przechodzić nie chcą.
Na Wyspach jeszcze w 2006 r. w badaniach do tego typu zatrudnienia przyznawało się zaledwie 130 tys. pracowników, obecnie związki zawodowe ich liczbę szacują na milion. Kontrakty zerowe zyskują popularność również w pozostałych krajach Unii Europejskiej. W Polsce ten rodzaj zatrudnienia zyskał nazwę "pracy na wezwanie".
Nietypową, ale także coraz częściej spotykaną formą jest job sharing. Występuje wtedy, gdy pracę, którą na pełnym etacie wykonywał jeden pracownik, teraz dzieli się na dwóch. Tyle tylko, że praw socjalnych, jakie posiadał etatowiec, potem nie ma już żadna z osób dzielących pracę. Coraz bardziej zyskuje na popularności flexitime, czyli po prostu ruchomy czas pracy (czasem jest to dobre wyjście, np. dla młodych rodziców, którzy próbują łączyć w ten sposób pracę zarobkową z opieką nad dzieckiem). Nowe formy nie muszą oznaczać wypierania starych, sprawdzonych - w Grecji ciągle co czwarty zatrudniony jest po prostu na czarno. Tam popularne jest także samozatrudnienie, które sięga aż 15 proc. pracujących. Dużo pseudoprzedsiębiorców jest także we Włoszech, w Czechach, na Słowacji oraz w Wielkiej Brytanii.
W Polsce, Portugalii oraz Hiszpanii bardzo popularne są umowy terminowe, a także o dzieło oraz zlecenia. Pod tym względem Polska stała się nawet tygrysem Europy. Jeszcze w 1998 r. na umowach niedających stałego zatrudnienia pracowało zaledwie 4,7 proc. pracujących, a obecnie już prawie 27 proc.
Dlaczego to właśnie Polska jest niechlubnym liderem? Ponieważ u nas nożyce między uprawnieniami osób zatrudnionych na umowach bezterminowych a ich brakiem w przypadku pracujących na śmieciówkach są najszersze. Żeby próbować się z tym swoistym apartheidem na rynku pracy uporać, trzeba po prostu próbować zwierać te nożyce. Odebrać nieco uprawnień etatowcom (np. gwarantując im mniejszą niż obecnie ochronę przed zwolnieniem), a dołożyć zatrudnionym na kontraktach nietypowych. Tak żeby wszystkie osoby zaczynające pracę miały zagwarantowane identyczne prawa. Bez tego kompromisu między potrzebą ochrony praw pracowniczych a koniecznością elastyczności zatrudniania i minimalizacji ryzyka przez pracodawców nasz rynek pracy wypoczwarzać się będzie coraz bardziej.
Dualny rynek pracy, czyli nierówne traktowanie pracowników, jest dziś w UE najważniejszym problemem. Odbiera bowiem szanse na normalną egzystencję większości młodych ludzi, próbujących rozpocząć karierę zawodową. Odbiera im perspektywy na przyszłość. Politycy to wiedzą. I nawet w niektórych krajach już o tym dyskutują. We Francji od 2006 r., we Włoszech i Hiszpanii od 2010 r. Tylko decyzji nie są w stanie podjąć. U nas dyskusja na temat jednego kontraktu dla wszystkich nawet się nie zaczęła. Pracodawcom obecna sytuacja odpowiada, a związki niekorzystnych zmian w kodeksie pracy zaakceptować nie zamierzają. Młodych nikt o zdanie nie pyta.
@RY1@i02/2014/186/i02.2014.186.00000020b.802.jpg@RY2@
Joanna Solska publicystka tygodnika "Polityka"
Joanna Solska
publicystka tygodnika "Polityka"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu