Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Unia nie zwraca na oko

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Opinia

Minister Marek Sawicki ostro zabiega w Brukseli, by UE w jak największym stopniu zrekompensowała polskim rolnikom straty wynikające z odcięcia dostępu do rosyjskiego rynku na skutek ogłoszonego przez władze Rosji embarga. Robi to nie tylko polski minister, także ministrowie innych unijnych rządów, m.in. Holandii, Niemiec, Włoch. Determinacja jest duża, ponieważ straty - w naszym przypadku mówi się nawet o 1 mld euro rocznie lub o połowie tej sumy do końca 2014 r. - będą o wiele większe niż sumy przewidywane przez Brukselę jako rekompensaty (około 140 mln euro dla wszystkich).

Warto wiedzieć, że pieniądze, na które mogą liczyć nasi rolnicy, zależą nie tylko od determinacji polskiego ministra. Chociaż bowiem jesteśmy w Unii wiodącym eksporterem żywności na rynek rosyjski i straty będą bolesne dla całej gospodarki, to sami siebie postawiliśmy w negocjacjach na gorszej pozycji. Jako pierwsi w kolejce po unijne rekompensaty stoją bowiem w UE farmerzy zrzeszeni w grupy producenckie. Unia także w ten sposób premiuje tych, którzy działają razem, dlatego np. na francuskiej wsi spółdzielnie nie są czymś, na co patrzy się ze wzgardą. I - co tutaj ważne - prowadzą dokumentację zysków i strat, więc potrafią wielkość tych strat udowodnić, posługując się dokumentami. Polscy rolnicy współpracują ze sobą jednak niechętnie. Od lat odreagowują czasy przymusowej kolektywizacji. Chlubnym wyjątkiem są sadownicy. Na razie więc polski minister walczy nie tyle o pieniądze, ile o zmianę kryteriów ich przyznawania. Niekoniecznie słusznie.

Kiedy polskie rolnictwo, tak jak obecnie, przeżywa wielkie kłopoty, wiejscy politycy błyskawicznie szacują wielkość strat i domagają się od państwa pomocy. Co działo się jednak, gdy przez ostatnie dziesięć lat eksport żywności, nie tylko do Rosji, rozwijał się dynamicznie, a na wieś płynęły - także z Brukseli - coraz większe pieniądze? Zysków producentów rolnych policzyć ani w ząb się nie dało. Wszystkie partie chłopskie zgodnym chórem twierdziły, że rachunkowości na wsi wprowadzić się nie da. Chłop sobie nie poradzi z liczeniem. Bo chłopskie lobby jest w polskim Sejmie najpotężniejsze, ma reprezentantów nie tylko w PSL, lecz także w PiS, SLD i PO.

Tak naprawdę nie chodziło o sam proces liczenia, ale o jego rezultaty. O prawdziwe zyski, których żadną miarą pokazać nie można. Bo wtedy bogaci rolnicy musieliby, tak jak rolnicy w UE, w końcu zacząć płacić podatki. Czy można bowiem uwierzyć, że ktoś, kto jest wielkim eksporterem papryki czy jabłek, nie umie liczyć? Nie prowadzi kalkulacji kosztów i przychodów? Nie wie, co mu się opłaca? Na jakiej więc podstawie żąda dziś od Brukseli rekompensaty? Na oko?

Bo przecież chodzi tylko o tych, którzy zarabiają dużo. Nie o właścicieli małych gospodarstw, które na rynek niczego nie produkują, ale o te nowoczesne, wielkotowarowe. O te 200-300 tys., których zyski są dziś porównywalne z zarobkami unijnych farmerów. I które żadnych obciążeń na rzecz wspólnego państwa nie ponoszą. A którym ciągle fundujemy emerytury i pokrywamy większość kosztów leczenia. Teraz mamy się jeszcze złożyć na rekompensaty? To jest słuszne?

Politycy, którzy domagają się większego solidaryzmu społecznego, zachowują się wobec polskiej wsi wyjątkowo niesolidarnie. Udają, że nie widzą, co się tam dzieje. Jak potwornie rozwarstwiają się dochody rolników. Bieguny ogromnego bogactwa i wielkiej biedy oddalają się od siebie coraz bardziej. Chroniąc bogatych przed podatkami, skazują biednych na dalszą, coraz gorszą wegetację. Za wszelką cenę nie chcą pokazać oddzielnie dochodów jednych i drugich. Bo wtedy ci bogaci, a to ich interesy reprezentują dziś partie polityczne, część ciężaru utrzymania państwa musieliby wziąć na siebie. Więc ukrywa się nędzę, żeby nie pokazać bogactwa. I posługuje statystykami, które wszystko uśredniają.

Dlatego, wbrew pozorom, upieranie się Brukseli, by największe rekompensaty dostali rolnicy, którzy liczą nie tylko straty, ale wcześniej liczyli także zyski, nie jest wbrew polskiemu interesowi. Jest pierwszym krokiem do tego, żeby wreszcie rolnicy swoje dochody zaczęli liczyć. Skoro nie zarabiają, to z czego dokładają do interesu?

@RY1@i02/2014/178/i02.2014.178.000000600.802.jpg@RY2@

Joanna Solska publicystka tygodnika "Polityka"

Joanna Solska

publicystka tygodnika "Polityka"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.