700 miliardów Szczurka
Jeżeli wszystko pójdzie z planem, to nazwiskiem polskiego ministra finansów może zostać ochrzczony program pobudzania gospodarki strefy euro. Chodzi o zaprezentowaną przez ministra Szczurka propozycję utworzenia funduszu, który miałby przeznaczyć 700 mld euro na projekty inwestycyjne w Unii Europejskiej. To ok. 5,5 proc. europejskiego PKB, a same wydatki byłyby rozłożone na lata.
Wnioskując z niewielkiego odzewu w polskiej prasie, można założyć, że nie przyzwyczailiśmy się jeszcze do tego, że Polska potrafi występować z jakimiś poważnymi inicjatywami. Jest to jednak odpowiedni moment, żeby się zacząć oswajać z taką perspektywą. Sam pomysł zdaje się bowiem mieć ekonomiczny sens, a do tego jest po prostu potrzebny. Idea polega na stworzeniu funduszu, który swoją strukturą, ale nie zastosowaniem, przypominałby Europejski Mechanizm Stabilizacyjny (ESM). Poszczególne kraje Unii Europejskiej wpłacałyby kapitał. Jednocześnie fundusz mógłby pożyczać na rynku dodatkowe środki, korzystając z przyznanego mu wysokiego ratingu. W przeciwieństwie do ESM "fundusz Szczurka" nie byłby wykorzystywany jako pomoc dla krajów borykających się z największymi problemami, lecz do finansowania projektów inwestycyjnych w Europie.
Osobom, które czytają po raz pierwszy o pomyśle polskiego ministra finansów, zapewne nasuwają się dwa pytania. Po co w ogóle zwiększać inwestycje? Czemu uciekać się do niestandardowych funduszy, zamiast wydawać środki z budżetów?
Aby odpowiedzieć na pierwsze z nich, wystarczy spojrzeć na ścieżkę europejskiego PKB z ostatnich lat, która obecnie przebiega mniej więcej 10 proc. poniżej trendu obserwowanego aż do recesji z 2008 r. W UE szczególnie brakuje inwestycji. Ich zwiększenie po pierwsze mogłoby spowodować, że obecne tempo wzrostu gospodarczego byłoby wyższe. Po drugie również potencjalny wzrost w przyszłości byłby wyższy, bo dzięki inwestycjom gospodarka europejska mogłaby więcej i efektywniej produkować. Nawet osoby sceptycznie podchodzące do pomysłu zwiększania wydatków rządowych zazwyczaj przyznają, że wydatki inwestycyjne mają największy sens, bo jedno euro wydane na ten cel z budżetu prowadzi do pozytywnych sprzężeń zwrotnych i wzrostu PKB o więcej niż jedno euro.
Zaś co do możliwości wydawania pieniędzy bezpośrednio z budżetów krajowych - tak się składa, że rządy muszą oszczędzać, co wymusza na nich choćby Pakt Stabilności i Wzrostu, którego zmiana nie wydaje się możliwa w przewidywalnej przyszłości. Zaproponowany przez polskiego ministra fundusz mógłby częściowo rozwiązać ten problem, bo wydatki oraz pożyczki zaciągane przez taki fundusz nie wliczałyby się do deficytu i długu poszczególnych krajów. Jak twierdzi samo Ministerstwo Finansów, skoro nowy twór miałby strukturą przypominać ESM, byłby on też akceptowalny dla innych krajów Unii Europejskiej. Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach i dopóki cała propozycja nie zostanie zapisana na papierze i poddana dokładnej analizie, nie będzie wiadomo, czy na pewno jest ona spójna z prawem unijnym oraz prawem poszczególnych krajów (choćby Niemiec).
Trzeba mieć świadomość, że proponowane rozwiązanie wiązałoby się z koniecznością trudnych wyborów, bo o środki z nowego funduszu konkurowałyby wszystkie kraje. Z pewnością nie byłoby łatwo wybrać do sfinansowania projekt, który nie powodowałby sprzeciwu innych krajów. Niemniej UE jest oparta na zazwyczaj trudnych, często kontrowersyjnych, a czasami nawet wątpliwych decyzjach. Nie zmienia to jednak faktu, że jakoś trwa i dla swoich członków UE przynosi więcej korzyści niż kosztów. Dlatego propozycja jak najbardziej zasługuje na rozwagę. Tym bardziej że jest to lepsza strategia niż wieczne oczekiwanie z założonymi rękami na pomoc z EBC.
@RY1@i02/2014/176/i02.2014.176.000000800.802.jpg@RY2@
Piotr Kalisz główny ekonomista Banku Handlowego
Piotr Kalisz
główny ekonomista Banku Handlowego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu