Czas stroszyć piórka
Halo! halo! Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju. Nadajemy audycję z ptasiego kraju. Proszę, niech każdy nastawi aparat, bo sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad" - to znany wiersz dla dzieci Juliana Tuwima. Ale jest doskonałym wstępem do zbliżających się wyborów samorządowych. Przyszli i obecni radni, często wieloletni włodarze, już stroszą piórka. Jedni jak słowik z wiersza wchodzą na wysokie C, rozpoczęli już kampanię, prześcigają się w pomysłach na nową rzeczywistość w swoich gminach. Inni, jak wróbel, również u Tuwima, oburzają się na górnolotne słowa i "ćwierkają" językiem prostym, skierowanym do mieszkańców, którzy tę mowę rozumieją. Że ćwierkają niekiedy głośno, a bywa, że agresywnie, to już inna opowieść. Mimo iż oficjalnie kampania się nie zaczęła, już wśród kandydatów bywają spory. "Kogut na patyku zapiał gniewnie: »Kukuryku!« Jak usłyszy to kukułka, wrzaśnie: »A to co za spółka. Kuku-ryku, kuku-ryku? Nie pozwalam, rozbójniku!«". Można by cały wiersz Tuwima zacytować, bo doskonale oddaje on naszą polską samorządność. Przyszli radni i włodarze gmin zazwyczaj skupiają się na kampanii negatywnej. Owszem, na plakacie pokazują się uśmiechnięci, z nośnym, jak się wielu wydaje, hasłem. Mam jednak wrażenie, że bardziej zależy im na zdyskredytowaniu przeciwnika niż na pokazaniu tego, co w mieście czy gminie chcą zrobić. Co ciekawe, rozsądniej zachowują się ci, którzy już okrzepli w samorządowych szrankach. Oni już wiedzą, że władza, jakkolwiek by ją nazywać, to nie tylko profity. To przede wszystkim codzienna praca, zmaganie się z nielogicznym często prawem, lukami w rozporządzeniach. To także konieczność wprowadzania w życie przepisów, które dla samorządów wcale nie są korzystne. Bo to i szkoły, które trzeba likwidować lub łączyć, to drogi, które nie wiadomo kto ma zbudować. I jeszcze klęski żywiołowe, których likwidacja jest zazwyczaj na barkach samorządów. Może więc warto zamiast plakatów i billboardów, takich samych od kilku kadencji, pokazać dotychczasowy dorobek. A może pomysł na usprawnienie funkcjonowania lokalnej społeczności. Marketing i zadbanie o własny wizerunek są dziś konieczne. Czy są to wielkie wybory do europarlamentu, czy na wójta w gminie. Wbrew pozorom ten drugi plebiscyt jest ważniejszy. Startujemy wśród swoich, w małej ojczyźnie. Tu nas znają. Tu zdjęcia z rodziną, pod krawatem, w błękitnej koszuli nasz potencjalny wyborca nie kupi.
Nie kupi też nagłej aktywności w internecie czy na forach społecznościowych. A już na pewno nie uwiarygodni nas oskarżanie konkurentów. Kampania samorządowa już za chwilę. Warto, by w szranki stanęły osoby, którym zależy na miejscu, w którym żyją, na jakości życia mieszkańców. Bo jeśli nie, to przedwyborcze agitacje skończą się jak u Tuwima: "I wszystkie ptaki zaczęły się bić. Przyfrunęła ptasia milicja i tak się skończyła ta leśna audycja".
@RY1@i02/2014/156/i02.2014.156.088000100.802.jpg@RY2@
Monika Górecka-Czuryłło zastępca redaktora prowadzącego
Monika Górecka-Czuryłło
zastępca redaktora prowadzącego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu