Taka abolicja demoralizuje
Wielokrotnie pisaliśmy, że kary za nieopłacenie e-myta (co do zasady 3 tys. zł) są rażąco wysokie, nieproporcjonalne i niesprawiedliwe. Rząd długo bronił drakońskich kar, uznając, że aby przepisy były egzekwowane, kara musi boleć. Też uważam, że podatki i wszelkie opłaty na rzecz państwa trzeba wnosić. Ale w karaniu należy zachować proporcje.
Weźmy firmę X, która w 2012 r. z tytułu opłat drogowych wpłaciła do budżetu 11 241,64 zł. Na dwóch bramkach opłata nie została pobrana, co skutkowało nałożeniem 6 tys. zł kar. To połowa rocznych opłat, jakie płaci przewoźnik. Kwota, na jaką przedsiębiorca "naciął" państwo, wynosiła 40 groszy. Administracja udowodniła, że dba już nie o każdą złotówkę, lecz nawet o każdy grosz.
Gdy kary zaczęły iść w setki tysięcy, a kierowcy zaczęli się wieszać (niestety, był taki przypadek), postanowiono, że sankcje zostaną zmniejszone o połowę, i uchwalono de facto abolicję. Tego branża transportowa domagała się od dwóch lat.
- Darujcie nam kary, a my zapłacimy zaległe e-myto. A jeśli to za mało, zapłacimy brakujące opłaty drogowe w podwójnej wysokości, żeby budżet na tym nie stracił - postulowali przedsiębiorcy. Ale abolicja jest jak przyznanie się ustawodawcy do winy: tak, przyjęliśmy restrykcyjne, nieżyciowe przepisy, które się nie sprawdziły.
Wprowadzono ją więc w taki sposób, że nawet niektórzy dziennikarze nie zorientowali się, że mają z nią do czynienia. Wymyślono majstersztyk: od momentu wejścia w życie ustawy nieskończone postępowania będą rozpatrywane według nowych zasad. A wśród tych naczelną jest ta, że za nieopłacenie e-myta odpowiada już nie kierowca, ale właściciel ciężarówki. Postępowania przeciwko kierowcom trzeba więc umorzyć. Przedsiębiorcy nie tylko jednak unikną kary, ale i nie będą musieli zapłacić zaległego e-myta. Za przejechane kilometry nie zapłaci nikt.
Rząd stworzył przepisy, które uczynią frajerem każdego przedsiębiorcę, który - od momentu ostatecznego zatwierdzenia ustawy przez Sejm - będzie płacił e-myto. Przepis mówiący o tym, że od momentu wejścia w życie ustawy nie będą wszczynane postępowania za naruszenia sprzed tego dnia, sprawi, że w okresie vacatio legis będzie jak latem na polskich autostradach: frajer, kto jechał A1 nad morze w lipcu i uczciwie płacił. Poczekałby do sierpnia i pojechał na koszt nas wszystkich.
@RY1@i02/2014/155/i02.2014.155.183000400.802.jpg@RY2@
Piotr Szymaniak dziennikarz Gazety Prawnej
Piotr Szymaniak
dziennikarz Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu